Archive for Czerwiec, 2010

Cze 25 2010

Kot, także norweski leśny, musi znać swoje miejsce

Published by under Hodowla

Od kilku dni zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze wychowuję swoje koty? A może jest tak, że to one mnie, nas wszystkich, wychowały. Powodem do refleksji stała się wypowiedź, którą przeczytałam na kocim forum: „(…) Jak to ja się śmieję: wzięłam kota z czystą kartą. (…). Jak trafił do mnie nie miałam problemu z nauczeniem go zasad, bo nie miał złych (jak dla mnie) nawyków.
I tak: Lucek nie interesuje się ludzkim jedzeniem (mogę nawet talerz zostawić i on powącha i idzie) bo od początku nikt mu nie dawał nic od stołu i nic z ręki, dzięki temu możemy spokojnie jeść. Nie pcha się i nie śpi też w łóżku (ma swój dywanik na którym śpi, i wchodzi na kanapę tylko jak nie ma pościeli). Nie wymusza niczego miauczeniem, bo kilka razy próbował przyspieszyć tak posiłek i w efekcie nie dość, że go zignorowałam to dostał dopiero jak się uspokoił. Gada tylko z nami jak sami go zaczepiamy, albo jak strasznie musi się pożalić po wizycie u weta.
Między innym dlatego bałabym się wziąć kota z hodowli, bo widziałam niektóre takie, gdzie kotki od maleńkiego śpią w łóżku, koty podczas jedzenia zaglądają właścicielowi do talerza, chodzą po blatach w kuchni i wszędzie. Ja rozumiem ogromną miłość tych hodowców do zwierząt i wiem, że wiele osób uważa, że nie do pomyślenia jest nie spanie z kotem w łóżku, ale moim zdaniem zwierze to jednak zwierze. (…) Moim zdaniem takie „wychowanie” kota nie odejmuje mu nic z kociowatości. Każdy w domu powinien znać swoje miejsce. A spaniem leżeniem z włochatym pluszakiem mogę się podelektować na kanapie.”

No więc nie wiem, czy moje koty znają swoje miejsce. Ale jak tylko Michał szykuje się do spania, na jego kołdrze układa się Dafcio i Józka. Fryga wieczorem niegrzecznie zapędza mnie do snu, żeby, jak tylko się wypoziomuję, położyć mi się na podołku. No chyba, że Szymon położy się spać przede mną, wtedy wygrzewa mu kręgosłup piersiowy. Gada do nas Józka. Właściwie do nas mało, teraz głównie gada do dzieci. Okropnie marudzi, żeby przyszły, zobaczyły, bo ona ma myszkę zabawkową, ale prawie taką, jak prawdziwa i tak się je myszkę, zobaczcie. Jak nie ma kociąt, to zdarza jej się zagadać do nas. Ale rzadko. Szkoda. Podobno jej mama, Fela, mówi więcej. Fryga czasami zagada. Ale tylko zaczepiona. Chyba to znaczy, że jest grzeczna albo dobrze wychowana. Sydney gada tylko, kiedy niebezpiecznie podnosi mu się poziom testosteronu. Niestety łączy się to z poszukiwaniami ściany, na którą mógłby siknąć. Jeśli uda mi się zobaczyć ten moment, zaganiam go do kuwety. Zatem, może jest grzeczny, albo dobrze wychowany, bo znaczy wtedy kuwetę, od środka. Dafcio nic nie mówi, za to trąca łapką. Nauczył się tego od Miluni, która ten gest dostała z genami swojego ojca. Kiedy chce, żeby zwrócić na nią uwagę, siada obok i trąca łapką. Trzeba ją wtedy pogłaskać lub zaprosić na kolana. A Dafciowi, kiedy trąca łapką, trzeba po prostu dać jeść. Bo na pewno jest właśnie godzina karmienia głodnych kotków. Bo Dafcio jest kotem Pawłowa, kotem z zegarkiem w żołądku. Z dokładnością do kwadransa sygnalizuje godzinę posiłku. Rano, kiedy jest wystarczająco wcześnie, robi to delikatnie. Ale jeśli zaśpię, robi się mniej subtelny. Puka mnie po twarzy łapką z delikatnie wysuniętymi pazurkami, a jeśli uda mi się przykryć twarz, z całą mocą swoich prawie 8 kilogramów, wpycha się pode mnie, usiłując zrzucić z łóżka, albo przynajmniej odwrócić z boku na plecy. Mam wstać i nakarmić.
Cieszę się z interakcji z moimi kotami. Nie sądziłam, że komuś może to przeszkadzać, wszak kot, to nie pies. Bo to przecież psy mają panów, a koty mają służących. Lubię służyć moim kotom, otrzymując w zamian kojące mruczenie, ciepło kociego ciała i miękkość kociego futra, które mogę głaskać, zasypiając.

Share

3 komentarze

Cze 16 2010

Jesteśmy duzi – mamy 5 tygodni

Published by under Kocięta

Kociaki rosną, powoli zaczynają kształtować się ich charaktery. A może po prostu, pomalutku pokazują, co potrafią? A potrafią już drzeć się tak głośno, żeby zerwać zaspanego człowieka o 4 rano, bo na pewno dzieje się im krzywda. Najgłośniej drze się Ellen, nawet nie wiedziałam, ze w tym malutkim ciałku jest taki GŁOS. Darcie się jest protestem przeciwko więzieniu. One już nie chcą być zamknięte, już przecież umieją biegać, chcą biegać jak najwięcej. Nie pomaga mi też Józka, która także uważa, że kojec to miejsce, które trzeba opuścić jak najszybciej, a najlepiej samodzielnie. Kładzie się więc z jednej strony zagrody nawołując kocięta do wyjścia. Z drugiej strony największe rozdarciuchy komunikują, że wyjść jeszcze nie potrafią, więc niech mama do nich przyjdzie i z nimi posiedzi, albo pomoże im wyjść stamtąd. Zatem wrzask od samego rana. Myślę, że robią się też coraz bardziej głodne. Jedzą już dwa samodzielne posiłki i idzie im to bardzo sprawnie.

Podczas dzisiejszych zdjęć kocięta zaprezentowały swoje norweskie charaktery, więc mogę już o nich coś powiedzieć. Ellen dobrze wie, czego chce – bawić się, biegać i wyjść z kojca. Już czas. Swoje potrzeby komunikuje donośnym głosem. Edek – drugi zabawowy kotek, jemu już udało się złapać za brzeg kojca, ale na szczęście nie zapamiętał, jak to się robi. Kombinuje jak wyjść, ale się tak nie wydziera. Eric i Emma – oni wiedzą, że jeśli będą głośno miauczeć, ktoś przyjdzie i weźmie na ręce. Są odważni, nie boją się niczego. Elizabeth – spokojna, ciągle przyczajona, nie przepada, jak się ją podnosi – lubi czuć ziemię wszystkimi czterema łapkami. I Errol – myśliciel. Jak się zaduma, potrafi siedzieć i patrzeć w jeden punkt przez dłuższą chwilę.

Share

No responses yet

Cze 11 2010

I znowu kojec

Published by under Hodowla,Kocięta

Jak ten cykl się powtarza. Z koszyka do kojca. Kociaki osiągnęły ten etap rozwoju, że trzeba je było przenieść do kojca. Razem z nimi powędrował tam płytszy koszyk, z którego łatwo wychodzić na krótkie spacery i mała kuwetka z drewnianym żwirkiem, do której łatwo wejść, a spożycie kilku drewnianych kulek nie spowoduje zapchania się jelitek. Już po kilku dniach w kuwecie pojawiły się pierwsze mokre plamy i pierwsza prawdziwa kupa, ponieważ kociaki zaczęły jeść mięso i biały ser. Pierwsza na gerberka rzuciła się najmniejsza Ellen, czego skutkiem był natychmiastowy wzrost wagi. Do dziś gerberka nie chciał jeść tylko Eric. Ale cóż się dziwić, skoro urodził się największy i wciąż w rankingu wagowym prowadzi (640g na 4 tygodnie). Widać mleko mamy mu wystarcza. Ciekawe, jak długo pozostanie największy, bo Errol już dziś pałaszował sam ze spodeczka.
Można godzinami patrzeć, jak bawią się, biegając niezdarnie. Patrzę na te maluchy i szukam podobieństw. Do rodziców, dziadków, starszego rodzeństwa. Emma jest podobna do Józki. Errol do Claudii i Sydneya, Edek do Clinta, Ellen do dziadka Piotrusia (Petera Pana). Nie umiem dopasować tylko Elizabeth i Erica. Z twarzy podobni zupełnie do nikogo 😉 Zdjęcia kociąt do obejrzenia w Galerii miotu E.

Share

No responses yet