Sie 18 2012

Jak Wojtuś został strażakiem, czyli…

Napisane przez o 2:50 pm w Hodowla,Inne,Kocięta

jak ze słodkich maleństw wyrastają stare konie. Wszędzie, w każdej dziedzinie życia tak jest – na przykład – gdzie się podziali moi malutcy synkowie? Tym wielkim obcym facetom powtarzam ciągle – „Potworze, zeżarłeś mojego malutkiego synka, natychmiast go wypluj!”. Niestety, bezskutecznie. Malutkich synków już nie ma, podobnie jak malutkich kotków, słodziutkich, niewinnych, robiących cudne minki i galopujących przez sen. Teraz galopują w rzeczywistości, demolując, zrzucając wszystko, co na swej drodze spotkają. Albowiem sprawdzić trzeba, czy – długopis dobrze się turla, czy na pewno nakrętka od wody mineralnej jest szybka oraz czy w koszu na śmieci porzucono jakieś smakowitości, które dwunodzy uznali za niezdatne do konsumpcji. Ostatnio również eksplorowana jest półeczka pod lustrem w łazience (nie rozumiem tylko, dlaczego podczas naszej nieobecności duchem [w środku nocy] lub ciałem [w środku dnia]), zatem stawiany tam papier toaletowy przestał być poza zasięgiem kocięcych łap, a jak wszyscy dobrze wiemy – REWELACYJNIE się turla.
Gdzieś czytałam, że kolejne pokolenie szczurów jest inteligentniejsze od rodzicielskiego, ponadto jakimś cudem nabywa umiejętności przyswojonych przez antenatów. Mam wrażenie, że prawidłowość ta dotyczy także odwiecznego szczurzego wroga – kota. Z każdym kolejnym miotem słyszę od Pawła – „No takich kociąt, to jeszcze nie mieliśmy!”. I chyba coś w tym jest, bo kociąt odnajdujących papier toaletowy na półeczce jeszcze nie było. A może to wina Dzidzi – przerośniętego, ponad sześciokilogramowego maleństwa o wielkim ciele (i ogonie) i rozumku malutkiego kociaka. Dzidzia z powodu przeróżnych zawirowań, jak to mówią, „się u nas została” i, choć cały czas powtarzam, że muszę jej znaleźć dom, z każdym dniem wiem, że moje wymagania dotyczące tego domu rosną.
Więc może to Dzidzia pokazała małym demonom, gdzie chowamy rewelacyjnie turlający się papier toaletowy, jak można wejść do pudełka z chusteczkami do nosa i wygrzebać z niego wszystkie, co do jednej, a następnie większość rozszarpać, jak dziką zwierzynę. Ale może też dzięki Dzidzi małe demony nauczyły się przytulać i mruczeć, i szukać towarzystwa człowieka, choć towarzystwo drugiego kota jest równie fajne. Bo choć Dzidzia lubi towarzystwo kotów, uwielbia się do nich tulić – i tego nauczyły się, z całą pewnością od niej, maluchy. Dzidzia lubi też zamiauczeć z drugiego końca mieszkania, a zawołana, przyjść na chwilę, dać się pogłaskać po głowie, za uszkiem, pod brodą – i pójść gdzieś do swoich spraw. Lubi też wieczorem przyjść do łóżka, wepchnąć nos pod pachę, pod kołdrę, zrobić milion kółek, układać się w tę i w tamtą stronę, tak i siak, na tym i na tamtym boku, mrucząc zawzięcie, żeby w końcu pójść sobie spać gdzieś na sobie tylko znanym miejscu. I tak też zaczęły robić maluchy – przyjdą, pomruczą, powpychają się pod pachę, pod rękę, na głowę, sprawdzą, czy nogi, a zwłaszcza ich duże palce są na miejscu – auć! – i potem pójdą spać gdzieś.
Dzidzia i dwa razy Hugh – trzy słodziaki, niewiniątka, malutkie kotki mogłyby dostarczać takich wrażeń innym ludziom. Mogłyby wychowywać lub sprowadzać na drogę występku inne koty. Do tego są właśnie stworzone.

Share

Bez komanetrzy

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw komentarz