Paź 16 2012

W dużym ciele małe cielę

Napisane przez o 11:00 am w Hodowla,Kocięta,NFO

Tak to już jest – każdy chciałby maciupeńkiego kota, najlepiej takiego, który mieści się na dłoni, jest bezbronny, całkowicie zdany na naszą łaskę – budzi uczucia macierzyńskie. No bo, jak nie kochać puchatego maleństwa z okrągłym czółkiem, okrągłymi oczami (często lekko zezującymi), którymi wpatruje się w nas z bezbrzeżną miłością?
Ludzie zazwyczaj nie łączą późniejszych niepożądanych zachowań kociego domownika z tym, że został za wcześnie odebrany z rodzinnego domu (oj, bo w końcu szczeniaki można już zabrać od matki 6-tygodniowe, nie? Chyba jednak to też mit…). A czym się różni kot od psa? Właściwie wszystkim.
Za wcześniejszą adopcją psich dzieci przemawia (o ile dobrze pamiętam) wdrukowanie nowego człowieka jako przewodnika stada. A czy kot żyje w stadzie? Czy ma przewodnika? Wcześniejsze zabranie kociaka od matki (tak naprawdę przed ukończeniem 3 miesięcy) skutkuje choćby nieumiejętnością zabawy bez wyciągania pazurów. Kto widział bawiące się kocięta, ten dobrze wie, o jakiej nauce mówię. Także ten, kto widział starsze koty strofujące podrostka, który właśnie wbił się zębami w poruszający się dostojnie koniuszek kociego ogona. Taki kociak po odebraniu stosownych nauk w kocim przedszkolu i zerówce wie dobrze – jak mocno można ugryźć i jak daleko wysunąć pazury. Za wcześnie zabrany od matki i rodzeństwa kociak będzie się rzucał na nasze nogi i ręce (w końcu, skoro nie ma rodzeństwa, a ma w genach zapisaną na ten czas edukacyjną zabawę, to my stajemy się jego poligonem). A później już pozostajemy – bo chyba jesteśmy kotami, prawda? Innego stada nasz kot nie pamięta. Goście są traktowani jak koty intruzy wchodzące na terytorium i są też atakowani, albo – jeśli nasz koci domownik jest bardziej nieśmiały, nie wychodzi w ogóle z kryjówki i nasi goście opowiadają później: „Byłem już u nich tyle razy, podobno mają kota, nigdy go nie widziałem”. Sytuacja taka może trwać latami, a w ekstremalnych przypadkach nawet do końca życia kota.
Kot potrzebuje czasu, nauki. Ale nauki nie od człowieka, tylko do drugiego kota – jak się bawić, czego się bać, co jeść. Półroczny, roczny, a nawet dwuletni kot jest wciąż kociakiem. Jest tą samą puszystą kulką patrzącą niewinnym spojrzeniem, zamkniętą w większym nieco ciele. Wystarczy bodziec, zachęta i już – mamy super zabawowicza. Ale zabawowicza, o którego charakterze możemy już powiedzieć prawie wszystko.
Wiele radości, śmiechu, masażu przeponą wątroby dostarczyły nam ostatnio czworonogi tych dwóch gatunków. Odwiedziły nas dwa cavaliery – dostojny pięciolatek Tobi i postrzelona półtoraroczna Florka. Grant nie odstępował ich ani na krok. Cytując wieszcza: „Gdzie ty, tam ja”. Na początek wygięty w pałąk z ogonem (też w pałąk, jak lisia kita). Koniec był taki, że Florka szczekała zachęcająco, przypadała do ziemi, by za chwilę uciekać, drapiąc pazurami parkiet – kot za nią. Już nie pałąk, no może trochę na pazurkach, żeby być wyższym kotkiem, ale ogon zadarty do góry. Laurie obserwował zabawę z bezpiecznej odległości. Dzidzia koniecznie chciała się bawić – ona tak uwielbia ganianki – ale czemu ten kot jest taki głośny, czemu tak macha ogonem (chociaż nie wygląda na zdenerwowanego, raczej na radosnego) – raz czy dwa pogniła za Florką, ale wróciła szybciutko na bezpieczną pozycję na dolnym poziomie drapaka. Pozostałe koty obserwowały tę jazgotliwą rudo-białą sukę z parapetu, drapaka, kanapy. Ale nie uciekały. Wyraźnie były zainteresowane. Czy o Florce powiemy szczeniak (mimo jej półtora roku)? Oczywiście. Tak samo i Dzidzia jest kociakiem (chociaż ukrytym w 6,5-kilogramowym ciele), a już na pewno kociakami są Hugh Grant i Hugh Laurie. A że podrośnięte? Dzięki temu wiadomo wiele o ich charakterach, upodobaniach, zwyczajach. Ponieważ są starsze, łatwiej znoszą nieobecność domowników, wystarczą im dwa posiłki dziennie. Ale w środku są wciąż kocimi dziećmi. Chętnymi do zabawy i w kilka chwil adaptującymi się do nowych warunków.
(Zdjęć w ruchu nie będzie, bo były w ruchu 😉 za to kilka zdjęć zabawy dwóch kotów jedną zabawką).

Share

2 komentarze

2 komentarze to “W dużym ciele małe cielę”

  1. Usagion 16 Paź 2012 at 10:57 pm

    Oj tak, oj tak – tak naprawdę Ava dopiero teraz powoli zaczyna stawać się poważniejsza, a przecież już niedługo kończy 4 lata… Jak ten czas leci…. I nadal wystarczy myszka, papierek, głupi listek, by ponownie stała się rozbrykanym kociakiem.

    Pozdrawiam!

  2. zuzaon 08 Mar 2013 at 3:53 pm

    Ach, jak ja kocham czytac Twoje wpisy i ogladac fotki 😀

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw komentarz