Archive for Listopad, 2012

Lis 08 2012

Mądrość z bajki płynąca, czyli…

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

jak z brzydkiego kaczątka wyrósł piękny łabędź. Wierzycie? Mało kto wierzył, ale ja wiedziałam, bo widziałam dwa poprzednie mioty Milvy i  Sydneya, czyli w sumie dziewięcioro kociąt. Kiedy H-kotki zaczęły rosnąć, kiedy z leżących kluseczek zaczęły przeobrażać się w zwierzątka bardziej przypominające kotki, widziałam, jakie są brzydkie. Nie potrafiłam widzieć w nich słodkich maleństw, a tylko chude, łysiutkie szczurki. I co? Co mam powiedzieć potencjalnym chętnym na kotki? Że za 3–4 miesiące będą puchatymi, tłuściutkimi kotkami? Jak mam to udowodnić? Kto mi uwierzy? Wiem dobrze, jak nieuczciwi hodowcy
potrafią oszukiwać kupujących – „ten łysy ogon, to z powodu przewitaminizowania”, „ten krzywy profil to się później wyprostuje”, „proporcje ciała się zmienią i ten ogon kiedyś będzie długi”… To wierutne kłamstwa – ja to wiem, ale oszukani, ufni, chcący mieć pięknego norwega uwierzyli. Łysiejący ogon okazał się trudną do wyleczenia grzybicą, profil nigdy się nie wyprostował, a ogon na zawsze już pozostał za krótki.
Ale ja wiem – owszem, mam odwagę powiedzieć: „Nie proszę pana, ten kot absolutnie nie nadaje się do hodowli – ma za krótką głowę i za małe uszy, ale będzie wspaniałym, pięknym i co najważniejsze zdrowym kotem do towarzystwa”. Ale jak mam przekonać kogoś, kto patrzy na krótkowłosego chudego kotka z długimi chudymi łapkami, że będzie on kiedyś długowłosym, tłuściutkim kotkiem na (owszem) długich łapkach, ale całkiem  proporcjonalnych do masywnego ciała. Tylko kto mi uwierzy?
Brzydkie kaczątko i łabędź – tak, to dzieci Milvy i Sydneya. To one. Dlaczego nie sprzedałam Granta do hodowli? Przecież to taki piękny kot. Piękny, prawda? Mnie też się podoba. Ale ma za małe uszy… czy norweg z małymi uszami nadaje się do hodowli? Ja wiem, nie ma kotów idealnych… Ale… Grant był słodziakiem od urodzenia. Budził same pozytywne uczucia. Moje też. Jednak nie znalazł swojego człowieka. Czemu? Nie mam pojęcia. Przecież od urodzenia był ulubieńcem swojej mamusi i moim, i moich znajomych. A jednak wciąż szuka domu… Komu, komu… To niewyobrażalne. Dawać ogłoszenie? Nieeee… Nigdy. Przecież Grant jest śliczny i od urodzenia wyglądał jak malutki łabędź, a teraz z dnia na dzień staje się jeszcze piękniejszy. Ale jest jeszcze drugi Hugh. Laurie. W opozycji do swojego imienia jest cudownym kotkiem. Mruczy nie proszony. Przytula się nie zachęcany. Po prostu najlepszy kot do towarzystwa, a może na kolanka… To właśnie on. Uwielbia się bawić. Jest ciekawski. Curiosity killed the cat mówi przysłowie – na razie wszystko, co złe spada na jego szarego brata, którego ciekawskość bije wszelkie rekordy. Laurie plasuje się gdzieś po środku. Sprawdza, co tam jest, ale nie wchodzi. To nie on ma podrapany nos, powyrywane futro – to spotyka Granta. Laurie sprawdzi, ale nie wejdzie, od kuchenki też z daleka, od kwiatków, od firanek… ale nie od człowieka. Człowieka lubi, uwielbia, ubóstwia. Mieć człowieka blisko i móc mu pomruczeć. Uwielbia mruczeć i wciąż czeka na tego, komu jego kojące mruczenie jest niezbędne. Dwa kocurki przecudnej urody, o najwspanialszych charakterach wciąż szukają swoich ludzi i swoich stałych domów. Zobacz – dziś widać, jakie są piękne.

Share

One response so far