Mar 01 2015

Najmniejsza kotka świata, porażka hodowlana, tak naprawdę, o co chodzi?

Napisane przez o 6:15 pm w Hodowla,Inne

SydneyPonadroczny brak wpisów na stronie był wynikiem wydarzeń ostatniego okresu. Po pierwsze wiosną 2014 roku zachorował Sydney, opuszczając nas na początku lata. Kotka Jamie Lee z ostatniego miotu Milvy, która została z nami, przysparzała mi kolejnych siwych włosów i spędzała sen z powiek swoim niejedzeniem. Po prostu stwierdziła, że jedzenie jest przereklamowane, wszystko, co jej podaję – niesmaczne, ona skubnie łaskawie tyle, żeby nie paść z głodu, ale nie tyle, żeby urosnąć. No więc – nie urosła. Ale o tym potem. Jakby tego było mało kotka Dzidzia, oszustka i darmozjad, o której pisałam tutaj (Dzidzia oszustka), wczesną jesienią zaczęła mieć objawy padaczki. Takie przypadłości, jak widać, zdarzają się w rodzinach, w których się wcześniej nie zdarzały, więc pozostaje nam tylko podawać jej leki (skoro jej choroba nie ma podłoża metabolicznego ani innej widocznej przyczyny) i mieć nadzieję, że ataki nie będą już jej męczyły. Dzidzia sprawia nam tyle radości swoim charakterem, potrzebą towarzyszenia, przytulenia się, wejścia pod kołdrę i przytulenia się całym swoim wielkim cielskiem. Natomiast jej mama – Józia – postanowiła, że już nie chce mieć dzieci i od ponad roku nie daje się pokryć kolejnym kocurom. Wraz z doktorem specjalistą zachodzimy w głowę, o co tu może chodzić i dlaczego tak się dzieje. Wciąż próbujemy, a ja jestem przygnębiona, ponieważ w tej chwili w Polsce w hodowli nie ma żadnego jej dziecka. W sierpniu nagle i niespodziewanie odeszła jej wnuczka Vibi, mieszkająca z Rafałem i Norbertem (Nordrassil), zabierając ze sobą liczny miot, który nosiła pod sercem, a którego wielkość była przyczyną jej śmierci, pozostawiając wszystkich w ogromnej rozpaczy. Pozostała Emma Thompson, mieszkająca z Olgą i Łukaszem (Nordhouse). Czy uda się kontynuować tę linię dzięki niej? Zobaczymy.
W sierpniu 2014 roku u Magdy, w hodowli Gaissa (Gaissa) urodziły się ostatnie dzieci Sydneya. Sydney przekazał im to, co miał najcenniejszego – uspokajające mruczenie i skłonność do psot. Vlana – matka kociąt za to nauczyła je ogrodnictwa. Wszystkie – ku radości swoich nowych właścicieli – wykopują im kwiatki, a następnie ziejących ogniem furii dwunogów uspokajają relaksującym mruczeniem 😉 Z nami zamieszkał czarno-biały Gjallarhorn, po domowemu Kropek (ale o nim w osobnym wpisie później).
Tak to właśnie moja hodowla (powoli zbliżająca się do pełnoletniości 😉 jakże ten tempus fugit) stała się hodowlą kastratów i emerytów. Fryga pod koniec zeszłego roku skończyła 14 lat. Duffy za miesiąc obchodził będzie 16. urodziny, a niedługo po nim Milva 12.
Ale co z tą porażką? Powróćmy do Jamie Lee. Nazywanej Kiciunią albo Małą Burą. Kiciunia nie jadła, Kenneth013więc nie urosła. Nawet Milva, jej mama, była większa w jej wieku. Pod koniec listopada zdecydowałam, że mimo wszystko spróbuję Kiciunię pokryć. Wybrałam dla niej kocura – nie za dużego, ale za to najpiękniejszego pod słońcem – Fafnira Gaissa – i na początku grudnia ją do niego zawiozłam. Krycia nikt nie widział i nikt nie słyszał. Ale już po tygodniu Kiciunia zaczęła jeść. Przestała grymasić (choć Keanu005barfa, mięsnej mieszanki, nadal nie tykała). Po kolejnych dwóch tygodniach pojawiły się oznaki ciąży, zaczęła też przybierać na wadze. Urosła, choć nadal była szczupła. Przytyła ponad kilogram. Zbliżał się termin porodu, ale nie komunikowała, że zamierza rodzić, a ja z Kropkiem wybierałam się 6 lutego na wystawę do Łodzi. W nocy z piątego na szóstego lutego obudził mnie pisk kociaka. Urodziła go sama. Oczyściła. Przełożyłam ich do koszyka, który stał obok łóżka. Kociak był nadspodziewanie duży. Zważyłam go – 135g. Kolos. Po dwóch godzinach pojawił się kolejny, jeszcze Kevin004większy – 145g, a po kolejnej godzinie najmniejszy z trójki 130-gramowy. Przepiękne trzy chłopaki urodzone samodzielnie bez jakichkolwiek problemów. Przybierają rewelacyjnie, Kiciunia opiekuje się nimi bezbłędnie. Będę obserwować ich rozwój, ale porażkę hodowlaną muszę odszczekać. Kicia nadal je. Nawet barfa. Może pasmo kłopotów skończyło się wraz z zeszłym rokiem (przyniósł on także rozpacz i żałobę Brigitte (Harpsicat ) i uda nam się także i Józię namówić na dzieci.

Share

Bez komanetrzy

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw komentarz