Archive for the 'Inne' Category

Paź 09 2011

Jak kot z kotem

Published by under Inne

Patrzenie na kocie interakcje to z jednej strony przyjemność, z drugiej odrobina stresu i niepewności. Kocięta biegające po domu naruszą tę, wydawałoby się, ustabilizowaną drabinę hierarchii. Zawsze byłam przekonana, że u nas rządzi Fryga, dlatego te blisko dwa lata temu tak bałam się jej zachowania po kastracji – jak się zachowa, jaka będzie też reakcja pozostałych kotów. Milva żyje sobie trochę z boku, nie wtrąca się w żadne sprzeczki, nie jest też zaczepiana przez inne koty. Dafcio jest w stałym konflikcie z Sydneyem, jednak, na szczęście, ich wzajemna antypatia ma od lat już stały poziom. Koty nie lubią spotykać się w wąskim przedpokoju, jeśli już muszą się minąć, najczęściej kończy się to konfliktem, szczęśliwie poza futrem nie ma żadnych śladów walki. Jednak kocięta stanowią zarzewie sporów – starsze koty są zniesmaczone tym, ze gówniarzeria biega, najczęściej nie patrząc po czym i traktując śpiącego kota lub człowiek jak integralną część podłoża… Dają więc jednoznaczne sygnały w postaci głośnego fukania, że nie życzą sobie bliskich z rozhukaną młodzieżą, kontaktów. A tu właśnie okazało się, że Józka poczuła się panią na włościach i zaczęła całe towarzystwo rozstawiać po kątach. Za krzyczenie na dzieci karcona jest babcia Fryga – faktem jest, że krótka przebieżka dobrze jej zrobi, ponieważ właśnie osiąga kształt idealny i można by jej z powodzeniem używać do gry w kręgle 😉 Także Milva ganiana jest za fukanie na kocięta, a Sydney to za samo stanie obok. Jedynie dziadek Dafcio jest traktowany z szacunkiem i atencją właściwą nestorowi. Ciekawe, od czego to wszystko zależy… Zatem to Józka staje się kocicą Alfa w naszym kocim mini stadzie. Szczęśliwie ona nikogo nie bije tylko goni. I należy mieć nadzieję, że na tym się skończy.

Share

No responses yet

Wrz 11 2011

Płynie czas…

Published by under Inne

Jak szybko płynie czas dostrzegają osoby w … hmmm … pewnym wieku oraz ci wszyscy, którzy mają dzieci. One właśnie, bez względu na to, czy są to dzieci ludzkie, czy tez kocie uświadamiają nam, że tempus fugit i to bezpowrotnie. Tak całkiem niedawno, bo przecież raptem dwa miesiące temu, Józka urodziła swój trzeci miot, a teraz cała piątka szaleje po mieszkaniu, siejąc spustoszenia wśród kwiatków, papierów, dokumentów i kabli. Włażą prawie wszędzie, nawet House, który ze względu na swoja niepełnosprawność kolejne poziomy zdobywa z opóźnieniem. W sumie z korzyścią dla siebie, jak już może wejść, z całą pewnością umie też stamtąd bezpiecznie dla siebie zejść.
A pozostałe koty? Uwielbiają się bawić. Jak przystało na dzieci Józki i Sydneya mruczą zabójczo. Także po rodzicach odziedziczyły gadatliwość – przodują w tym House i drugi Grześ, Gregory Peck. Wyjątkowo tym razem w kociakach zakochana jest Milva, co bardzo zbliżyło ją z Józką. Często widzę je śpiące razem na kanapie, wtulone w siebie. Także Dafcio nie fuka na kocięta, pozwala się do siebie przytulić, czasem nawet liźnie malucha szorstkim językiem. Kiedy nikt nie widzi, bawi się z kociakami w chowanego – pozwala na siebie wyskakiwać zza węgła, czy zza oparcia kanapy. Czasem nawet poturla się w udawanych zapasach po podłodze. Wszystko bardzo delikatnie i z umiarem – żeby nie zagnieść ważącego niecałe 1,5 kg kociaka swoim blisko ośmiokilogramowym cielskiem.
Najbardziej w tym zamieszaniu traci Fryga. Zdegustowana szalejącą watahą, kategorycznie zabrania zbliżać się do siebie, co wyraża groźnymi fukami i pacaniem łapą. Tym zachowaniem podpadła Józce, która pierwszy raz w życiu zaczęła gonić babcię. Na szczęście, mimo różnic w gabarytach, Fryga wnuczki się nie boi. Schodzi jej z drogi, ale nie ucieka z krzykiem. Cały czas mam nadzieję, że zachowają się poprawne stosunki między kastratką, a kotkami rodzącymi.

Share

No responses yet

Lip 21 2011

Józia samosia, czyli nie zawsze jest łatwo

Published by under Inne

Jak zwykle. I nic nie pomogło uprzedzanie, że ja w nocy śpię, że odbieram porody najwcześniej od 5 rano, a najpóźniej do północy. Ona ma na ten temat swoje zdanie. Zresztą od samego początku. Miałam w tym roku dla Józi całkiem inne plany matrymonialne, jednak ona dostała ruję podczas weekendu majowego, kiedy z kotami został tylko Michał, więc moje plany wzięły w łeb i tatusiem kociąt został Sydney. W końcu był na miejscu i o potrzebach kotki wiedział pierwszy.
Termin porodu przewidywałam na 5-6 lipca i późnym wieczorem w poniedziałek, 4 lipca, prosiłam Józkę, żeby poczekała do rana. Nie poczekała. I mimo przygotowanych dwóch miejsc porodowych, wybrała najbrudniejszą szafę świata i powiła swój trzeci miot na sprzęcie wspinaczkowym Szymona. O 7 rano kotki były już suchutkie, nakarmione, wyczyszczone. Przekładając je do koszyka, ze zdziwieniem odkryłam, że w tym roku brakuje nam jednego kotka, a właściwie jednej kotki (Józia zawsze rodziła 6 kociąt – 3 koteczki i 3 kocurki) –tym razem Józka urodziła piąteczkę: 3 kocurki i 2 kotki. Kiedy oglądałam kocięta, ważyłam, sprawdzałam płcie, zobaczyłam, że jeden z nich ma jedną łapkę krótszą. Po długich debatach rodzinnych i konsultacjach z weterynarzami, zdecydowaliśmy, że będzie żył. Na pewno będzie mu trudniej, jednak mamy nadzieję, że nauczy się chodzić na trzech łapkach, a nie znając innego życia, nie będzie odczuwał straty. Teraz masuję mu bark i tę niesprawną łapkę. Przy barze mlecznym daje sobie radę nie gorzej od rodzeństwa. Rośnie. Zatem przedstawiamy trzeci miot Józi, nasze G-kotki:
Geena Davies – jak jej imienniczka duża, ciemnowłosa kobieta. W wieku 14 dni ważyła 380g. Wydaje się, że jest srebrzysta, ns 09 23.
Ginger Rogers – delikatna, jasnowłosa, bardzo długa. Raczej srebrzysta, z powodu dużej ilości białego nie sposób określić jej pręgowania. Jedyny niebieski kotek w tym miocie: as 02/03 21.
Gregory Peck – bardzo przystojny, jak ten, który dał mu imię. Długi kotek z dużą ilością bieli. Raczej bez srebra: n 03.
Guy Williams – przystojny brunet w czarnej masce, Zorro z serialu Disneya z połowy ubiegłego wieku. Kto go nie pamięta. Z całą pewnością czarny dymny ns.
I Gregory House – nasz kulawy kotek. Chyba trzeba będzie znaleźć odpowiednią dla niego laskę, żeby mu było wygodniej chodzić. Na szczęście nie cierpi takiego bólu, jak ten, kto dał mu imię. Srebrzysty czarny klasyk z białym ns 09 22.

Share

No responses yet

Mar 27 2011

Sto lat, sto lat!

Published by under Inne

Kochany nasz niebieski misiu. Lata lecą, a ty, chciałoby się powiedzieć, ciągle młody. No, ale to nieprawda.  Więcej śpisz, mniej biegasz, nie wskakujesz tak wysoko, jak kiedyś. Ale może to dlatego, że jednak ważysz ponad kilogram więcej niż kiedyś? Twoje niegdysiejsze królestwo, szafki kuchenne i lodówka, zarosło kurzem. Kiedy czasami z błyskiem szaleństwa w oku zaczynasz biegać i z zaciekawieniem spoglądasz na jakieś wysoko położone miejsca, my wszyscy biegamy za tobą i wołamy: Nie, Dafciu, nie, nie wskakuj tam! Z wiekiem też kurczy się twoja przysłowiowa anielska cierpliwość. Wkurza cię twój niebieski białołapy antagonista, który chodzi krok w krok za tobą, zajmuje twoje ulubione miejsca, naśladuje twoje gesty, grymasy, zachowania. Jak on śmie! Trzeba go pacnąć łapą po głowie, niech zna swoje miejsce. A tego smarka (ma w końcu dokładnie połowę twoich lat) ciągle trzymają się zagrywki w stylu Toma czy kota Jinxa. Kto by to wytrzymał? To ciągłe wyskakiwanie zza węgła, machanie łapami przed nosem i wieczne gonitwy. O, nie, to nie na twój wiek i temperament. Coraz bardziej też irytują cię pojawiające się raz na jakiś czas w naszym domu małe kotki. I po co to komu? Biega, tupie, łapie za ogon. Budzi porządnego kota, który chce się wyspać. Nie ma wtedy mowy o spaniu do góry brzuchem. Okupowana jest cicha i przytulna sypialnia – szafa. Jedna tylko, twoja cecha, Dafciu, od lat pozostaje niezmienna – to uwielbienie dla oliwek. Zatem kochany nasz kotku, kolejnych spokojnych lat, zdrowia, spokoju i góry oliwek.

Share

No responses yet

Mar 13 2011

Coś się kończy, coś się zaczyna

Published by under Inne

Nie jestem w świecie hodowców kotów norweskich od jego zarania. Nie dane mi było oglądać pierwszej pary kotów norweskich sprowadzonych do Polski w 1990 roku. Pierwsza norweska kotka zamieszkała z nami we wrześniu 1996 roku. Nie była córką tych pierwszych kotów, ale córką drugiego kocura i drugiej kotki sprowadzonej do Polski. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z kotami norweskimi, hodowli tych kotów w Polsce było kilka, wszyscy znaliśmy się dobrze i spotykaliśmy na wystawach, na których prezentowane były 2 do 5 koty norweskie leśne. Skutkowało to tym, że byłam w stanie wymienić, jakie kocięta i po jakich rodzicach urodziły się w tych hodowlach. Było to możliwe także dlatego, że w hodowlach tych mieszkały 1-3 kotki, a kocurów w Polsce było kilka. Porządek był taki: córki Sardanasa były kryte Grepsem, córki Grepsa, Calvinem, córki Calvina Odinem… Później kocurów pojawiło się więcej, ale i tak można było przewidzieć, że córka Grepsa lub Calvina zostanie pokryta Cyranem lub Aaronem. Dlatego te pierwsze nasze koty nie są anonimowe. Dlatego, kiedy odchodzą, mimo że przecież to nie czas jeszcze na nie, tak bardzo jest nam wszystkim smutno. Bo uczestniczyliśmy w ich narodzinach, obserwowaliśmy ich rozwój, ich sukcesy wystawowe, ich potomstwo… To nie jest kot z jakiegoś miotu z hodowli, której nazwa nic mi nie powie, tylko konkretny kot – dziecko Odina, wnuk Calvina, czy prawnuk legendarnego Bjornstierna. I odchodzą. Kiedy ludzie szukający norwega dla siebie pytają, jak długo żyje kot norweski leśny, zawsze odpowiadam – ciągle z krótko. Choćby żył i 20 lat, to ciągle jest to krócej, niż my i ciągle pozostawiają nas w smutku i żałobie. A odchodzą na to, na co wszystkie koty – czyli na choroby układu moczowego i na choroby cywilizacyjne, czyli nowotwory. Odchodzą nagle, zawsze za wcześnie, nie dając żadnych sygnałów, że coś się z nimi złego dzieje. Bo taki już jest kot, kiedy zobaczymy, że coś z nim jest nie tak, zwykle jest już za późno na pomoc.
Rok 2011 zaczął się stratą. Dla mnie tym dotkliwszą, że odeszły koty moich znajomych, przyjaciół, koty blisko spokrewnione z moimi i w tym samym, co moje koty, wieku. Odeszło dwoje dzieci Odina, Lilu U’Lidy, przyrodnia siostra Milvy i jednocześnie babcia jej miotu F. Odszedł Jankes U’Lidy, przyrodni brat Milvy, który był w tym samym wieku i startował na wystawach w tej samej grupie kolorystycznej, więc spotykaliśmy się bardzo często. Pozostaną nam wspomnienia i zdjęcia z wystaw, jak te w Bratysławie i w Wiedniu, jesienią 2004 roku, gdzie pojechałyśmy z Megi, właścicielką Jankesa (Jankes mieszkał w hodowli Gaissa*PL).
A zaczyna się, już jakiś czas temu się zaczął, czas anonimowych hodowli, czas nieznanych kotów, tak wielu miotów, że trudno powiedzieć, co się u w jakiej hodowli urodziło i po jakich rodzicach. Dla hodowli, to chyba lepiej, większa różnorodność. Ale my, którzy z tymi kotami mieszkamy, coraz częściej tęsknimy do czasów, kiedy było nas mniej, a koty nie były anonimowe.

Share

No responses yet

Gru 27 2010

Latka lecą

Published by under Inne

Nieoczekiwanie dla nikogo, a najbardziej chyba dla siebie samej, Fryga, czyli GIC Fortuna AB-Cat*PL, DM, skończyła 10 lat. Na dostojną dziesięcioletnią damę nie wygląda nic a nic. No może rzeczywiście przestała biegać po ścianach w poziomie, ale nadal uwielbia spać na najwyższej półce drapaka i nadal trzyma całą kocią ferajnę żelazna łapą. Milunia nawet nie próbuje detronizować mamuni. Od czasu do czasu Józka proponuje babci ganianki, które nareszcie zostały poprawnie zinterpretowane – to jest zabawa, wcale nie czyham na twoje miejsce w stadzie, ot tak, po prostu warto czasami pobiegać, żeby spalić zbędne kalorie. Drugi etap tej zabawy, pt. „A teraz potarmosimy się, jak małe kotki” nadal jest brany za atak, i Fryga z krzykiem ucieka pod stoliczek. Fryga – od bardzo dawna zbliżająca się do kształtu idealnego, po kastracji przed rokiem wcale nie zaokrągliła się bardziej. Je, ile chce. W przeciwieństwie do Dafcia nie powędrowała na permanentną dietę. Charakter jej trochę złagodniał, szuka więcej kontaktu z człowiekiem, dyktuje porę rozkładania łóżka i kładzenia się spać. Fryga – moje marzenie o ciepłym burym kocie ze wspaniałym futrem i jubatusowskim rodowodem. Marzenie spełnione. Miło jest mieć świadomość, że jej potomkowie, kolejne pokolenia, biegają po wielu domach, sprawiając radość ludziom. Sto lat Fruziu.

Najmłodsze frygowe wnuczęta skończyły 6 tygodni. Najnowsze zdjęcia w ich galerii.

Share

No responses yet

Gru 08 2010

To już trzy tygodnie

Published by under Hodowla,Inne,Kocięta,NFO

A nawet 3 tygodnie i dwa dni, kiedy na świat przyszły dzieci Milvy. Czy to rzeczywiście Agpamisy moich marzeń? Na początek przydały mi siwych włosów, bo postanowiły, że absolutnie nie zamierzają ssać sutków nigdy nie ssanych, zaanektowały 4 pierwsze i całymi dniami odchodzą walki o źródło pożywienia. Próby dokarmiania spełzły na niczym, bo albo ja nie umiem karmić z butelki, albo one nie są tak bardzo głodne, żeby z butelki jeść. Pociesza mnie myśl, że już za chwilę postawię im michę z mięsem. Kocięta zatem rosną sobie pomalutku, czym tez zestresowały mnie na początku, bo przyzwyczajona do przyrostów rzędu 20g na dobę, musiałam zadowolić się 10. a nawet 5. gramami. Milva pięknie sobie radzi z tak licznym przychówkiem, chociaż wrzaski bijących się przy cyckach maluchów trochę ją denerwują. Farrah wciąż zadziwia mnie kolorem i jestem coraz bardziej pewna, ze jest czarna srebrzysta cieniowana, czyli ns 11. Faye i Freddy zachwycają spojrzeniem, zresztą Frania też ma piękne skośne oczka. Dwa moje prześliczne rudaski cieszą mnie kolorami – Frank – ciemny, marchewkowy, Fred – blondynkowaty, z rewelacyjnym wyraźnym rysunkiem. Z niecierpliwością czekam na ich dalszy rozwój.

Share

One response so far

Paź 10 2010

Norweski leśny czy maine coon

Published by under Inne

Norweski leśny, czy maine coon? A może syberyjski? Koty północne, koty leśne, koty ukształtowane przez klimat i trochę pewnie, w ciągu lat hodowli, przez człowieka. Bo w końcu chcemy, żeby się czymś od siebie  te rasy różniły. Porównanie standardów mamy na tej stronie www.kotymainecoon.pl . Widać, że się różnią, prawda? A kocięta? Tuż po urodzeniu niemal identycznie, już po kilku tygodniach różnią się diametralnie – tu porównanie kotek w podobnych kolorach w hodowli kotów norweskich leśnych Icemoon*PL i Maine coonów Fluffycoons*PL. Widać już norweską trójkątną głowę i uszy będące przedłużeniem jej linii i kwadratową kufę Maine coona z wysoko osadzonymi uszami. A na wystawach? Często zupełnie nijaki Maine coon wygrywa ze zjawiskowym norwegiem, ponieważ jest po prostu duży. No tak, owszem, obydwie rasy mają w standardzie informację, że duży… jednak Maine coon jest większy niż norweski leśny. Ale, czy sędziowie o tym pamiętają? Duży to duży, a ponieważ ten większy… Tęsknię do chwili, kiedy sędzia weźmie standard, kartkę i będzie sumował punkty. W końcu każda cecha, każda część ciała ma swoja punktację. Ot choćby kolor. U norweskich leśnych całkiem niedawno wprowadzono 5pkt za kolor. Zostały odjęte od ogólnej punktacji za futro – 25pkt zostało pomniejszone o 5pkt, które przesunięto do nowej cechy – KOLOR. Jednak sędziowie są niedouczeni. Coś, gdzieś słyszeli, ale nie bardzo wiedzą z czym to połączyć, więc mamy takie kwiatki, jak zarzut w stosunku do burego kota, że jest ruficzny, czy nieprzyznanie certyfikatu rudemu kocurowi wg rodowodu pręgowanemu, bo jednak być może genetycznie pręgowany nie jest. Ale w końcu wystawiamy i oceniamy koty wg fenotypu, prawda? Ale sędziowie już o tym nie pamiętają. Poza tym, to takie trudne słowa… Szkoda tylko, że nie chcą skorzystać z krótkiego wykładu o danej rasie, proponowanego przez kluby ras. Jakoś sędziowie innych organizacji, np. TICA, z wielką radością uczestniczą w takich seminariach organizowanych np. przed wystawami.

Share

No responses yet

Lip 01 2010

Pan Kotek był chory…

Published by under Inne

Jednak warto obserwować swojego kota, pilnować, ile razy dziennie chodzi do kuwety, ile czasu tam spędza i co tam zostawia. Oczywiście jest to prostsze, kiedy mamy jednego kota. Kiedy jest ich kilka, sprawa się komplikuje. Ale nie jest to niemożliwe do realizacji, jeśli tylko znamy swoje koty, wiemy na co zwrócić uwagę, rozpoznamy wtedy każde nietypowe zachowania, które mogą być symptomami choroby. Nie zaniepokoiłam się, kiedy Dafcio w sobotę dłużej kucał w kuwecie – zawsze sika długo, ale tym razem sikał długo i wysikał niedużo. Niedobrze, pomyślałam, i zaczęłam go obserwować. W poniedziałek sikał jeszcze, ale we wtorek rano intensywnie lizał się pod ogonem i warczał. No to mamy zapalenie pęcherza, a już od tak dawna (2,5 roku) było dobrze.Nauczka dla mnie – nie wolno oszczędzać na karmie. Urinary droższej firmy nie równa się Urinary tańszej.
A Panu Bogu w kotach nie udał się układ moczowy. Trudno, każdy gatunek ma swoją piętę achillesową. Koty mają słaby układ moczowy. Skłonność do chorób układu moczowego jest związana z genami – czyli mamy pewne rodziny bardziej narażone na choroby, z dietą – niewskazane są pokarmy wysokobiałkowe, bogate w magnez, fosfor, wapń, chlorki i włókno, ze zbyt małym spożyciem płynów, wiekiem i trybem życia – brak ruchu, nadwaga, stres oraz częściowo z płcią – o ile obie płcie równie często chorują na SUK, to u kocurów częściej zatyka się cewka moczowa (jest to związane z jej budową).
Najczęstszym objawem kłopotów z pęcherzem jest posikiwanie po kątach, częste lizanie pod ogonem, częste wizyty w kuwecie i kłopot z oddaniem moczu. No i ogromna bolesność, pieczenie ujścia cewki.  Często lekceważymy pierwsze objawy. Pokutują w nas stereotypy – kot sika po kątach, po łóżkach, na ubrania, bo jest złośliwy. Często nie rozumiemy, że kot nie umie inaczej na zasygnalizować, że coś go boli. Boli, kiedy sika w kuwecie, więc idzie sikać gdzie indziej. A zbadanie moczu? Toż to fanaberia! Ja mam śledzić mojego kota w kuwecie? Podstawiać mu pod ogon pudełko? A potem nieleczone zapalenie pęcherza przenosi się na nerki, mamy niewydolność nerek, które często kończy się tragicznie dla kota. A wystarczyło zareagować wcześniej.
Pierwsze dafciowe zapalenie pęcherza, 3,5 roku temu objawiło się próbą nasikania do malutkiej kocięcej kuwetki w kojcu. Była dwunasta w nocy z piątku na sobotę. Telefon do przyjaciela, porada i rano wizyta u doktora. W sobotę łapanie moczu – tylko zapalenie pęcherza, nie ma kryształów. Po wyleczeniu zapalenia, Dafcio przerzucony na Urinary czuł się wspaniale. Rok później próba odchudzania (karma wysokobiałkowa niskokaloryczna) spowodowała krwotoczne zapalenie pęcherza. Od tamtej pory Dafcio je tylko niskobiałkowe karmy. Ale niestety, jak widać, producent ma znaczenie. Wracamy do Walthama, zwłaszcza, że ma teraz karmę specjalnie dla Duffiego – Urinary o zmniejszonej kaloryczności.
Wczoraj Dafcio właściwie spał cały czas. Wysoka temperatura powietrza, nie pomaga. Dziś już czuje się lepiej, antybiotyk zaczął działać. Zdrowiej mój kotku, kuruj się.  Dawno, dawno temu, kiedy źle się czułeś, Szymon mówił: „Taki jesteś Daficzku bledziutki”. Nabierz kolorków, Dafciu, leć pobawić się z prawnuczętami, które nieoczekiwanie dla nikogo skończyły 7 tygodni. Ich nowe zdjęcia można obejrzeć w Galerii miotu E.

Share

One response so far

Maj 09 2010

…i kwitnie miesiąc maj…

Published by under Inne

Kwiecień przeleciał nie wiadomo kiedy, kwietniowe wpisy pozostały w moich notatkach i trochę się zdezaktualizowały. W kwietniu, 12 kwietnia, Milva skończyła 7 lat. I weszła w związku z tym do szacownego grona weteranów, gdyby oczywiście kiedykolwiek chciała jeszcze pojechać na kocią wystawę. Nie podejrzewam jednak, żeby chciała. Ale także dla producentów kocich karm 7 lat, to jakaś granica. Czy siedmioletni kot jest już stary? I tak właściwie, ile żyje kot norweski leśny? To też miał być temat jednego z kwietniowych wpisów, ponieważ na początku kwietnia pożegnaliśmy, jednego z protoplastów kotów norweskich leśnych w Polsce. W wieku 15 lat odszedł Bergansius Sardanas. Dziadek m.in. naszego Duffiego. Czy możemy przyjąć, że kot norweski leśny żyje 15 lat? Czyli, wg tego, co wyczytałam w jednym z artykułów w sieci, gdzie pani doktor Maja Ingarden pisze: „Właściciele często zastanawiają się – czy ich pies/kot jest już stary, czy nie? I gdzie jest ta granica, kiedy psa czy kota zaczyna się traktować jako seniora? Otóż uważa się, że zwierzę wkracza w wiek geriatryczny, gdy rozpoczyna się ostatni trymestr przewidywanej dla danej rasy długości życia.”, nasze koty wkraczają w starość, kiedy skończą 10 lat. Muszę powiedzieć o tym Dafciowi, który przeżywa drugą młodość ganiając się z Donaldem, czy Frydze (która ma co prawda dopiero 9,5 roku), która także z nim szaleje i przynosi mu, miaucząc, rzemyczki na patyku do zabawy.
A kiedy patrzę na czarnego Donalda, widzę też innego czarnego kotka, który nie tylko nie dożył 10 lat, nie dożył nawet swoich pierwszych urodzin, bo odszedł w wieku zaledwie 10 miesięcy. To Lucyfer Dwa Susy*PL. Wyrwany śmierci w czerwcu zeszłego roku, odszedł za tęczowy most 5 maja tego. Już bryka ze swoim rodzeństwem. Już mu lekko, spokojnie, chociaż to przecież nie tak miało być. Niestety i tak się zdarza, że mimo naszych największych starań, nie możemy nic poradzić. I czasami nasi futrzaści przyjaciele towarzyszą nam przez długie lata, a czasami odchodzą zbyt szybko. Zawsze już czarne norwegi będą przypominać mi Lusia.

Share

No responses yet

« Prev - Next »