Archive for the 'Kocięta' Category

Gru 29 2013

Kocie wychowanie

Published by under Hodowla,Inne,Kocięta

Johnny_034Znajomi przychodzą do mnie, zasiadają przed kojcem i mimo zimnej podłogi, patrzą godzinami na kocięta. To kino, które można oglądać bez końca. A najwięcej radości daje wypuszczenie szarańczy na trochę do pokoju, żeby się wybiegała. Kociaki zachowują się wtedy, jak raczkujące już dziecko, wypuszczone z kojca. Biegają, skaczą, eksplorują wszystkie kąty pokoju, próbują wspinać się na drapak, nie zważając na osiąganą wysokość. Widać, że nie czytały „Kubusia Puchatka” i nie wiedzą, że „jagulary potrafią po drzewach chodzić tylko w górę, bo w dół ich ogony wchodzą im w drogę”. Tę mądrość posiadła natomiast matka tej szarańczy, która pilnuje towarzystwa, i kiedy widzi małolata wspinającego się niebezpiecznie wysoko, podbiega do niego i ciągnie w dół za ogon, Johnny_023pupę lub grzbiet. Czasami tylko słyszę, jak mówi do wspinającego się smarka – „syneczku, pamiętaj, wchodzisz tylko tam, skąd sam umiesz zejść”. Gadaj zdrów. Lezie toto wyżej i wyżej. Wchodzi na półkę, na której śpi babcia, a ta nie życzy sobie, żeby jakiś rozbawiony drobiazg przeszkadzał jej w sjeście. Macha więc łapą i fuczy. A fuczenie takie kocie dziecko rozumie bezbłędnie – należy zmykać, bo w ruch pójdzie zaraz upazurzona łapa i wymierzy kilka klapsów niesfornemu basałykowi. O dziwo, kocia mama, nie złości się na starszyznę rodzinną (w przeciwieństwie do ludzkiej mamy, która zaraz by się żachnęła i takiej babci wykrzyczała, że jej dziecko ma prawo tu biegać, potrącać i łapać obślinionymi łapkami obcych za ubranie, ponieważ jest dzieckiem i mu wszystko wolno), o nie! Kocia mama jest mądra i wie, że starszym należy się spokój, a młodsi mają nauczyć się szacunku. Poza tym warto korzystać z mądrości starszych (bo jak to było z tym jajem? „Kura mu mówi: bądź głupsze, ale co można poradzić, kiedy ktoś się uprze”). Milvowe dzieci wychowywane są zatem z rozsądkiem i także ze spokojem starej matki, która dobrze wie, że w razie czego może liczyć na pomoc człowieka.
– No zdejmij go z tej półeczki. – Zdają się mówić jej oczy. – Widzisz, wlazł na samą górę, a teraz się drze, jak opętany.
Wstaję więc i zdejmuję. I powtarzam najmądrzejszą mądrość: Właź tylko tam, skąd będziesz umiał sam zejść. Ale on się wydziera na mnie oburzony: To jak mam się nauczyć, kiedy nie pozwalasz mi spróbować? Wczoraj mama mówiła, że ćwiczenie czyni mistrza, czy jakoś tak.
Odwieczny konflikt pokoleń. Nic się nie zmieniło. Oni chcą spróbować ciągle czegoś nowego, a my chcemy ich chronić przed porażką. Jednak, czy naprawdę życie musi być pasmem sukcesów? Może trzeba się przewrócić, żeby umieć się podnieść? Kolejna mądrość pokoleń? „Jak się nie przewrócis, to się nie naucys”. Coś w tym jednak jest. Może warto pozwolić się przewrócić, tylko być cały czas obok, żeby móc pocałować to starte kolano, „żeby się szybciej goiło”.

Share

No responses yet

Gru 03 2013

Wyczekane…

Published by under Hodowla,Kocięta

j-kotkiMożna by pomyśleć, że ledwo jedne kocięta opuściły nasz dom, a już pojawiły się kolejne. A przecież mamy tylko dwie kotki w hodowli… Jak to jest? Kiedy znaleźć czas na właściwą opiekę, socjalizację, wychowanie. Na kocięta Milvy, które miały być jej ostatnimi, czekałam blisko rok. Jeździłyśmy do Radomia i jeździłyśmy, i jakoś nic z tego nie wychodziło. Wreszcie na początku września powiedziałam jej: Miluniu kochana, z miesiąca na miesiąc nie robisz się coraz młodsza, zatem – Radom ostatniej szansy. Pojechała. Wróciła. Relacja z randki nie obfitowała w pikantne szczegóły. Zatem zrezygnowana czekałam, aż upłyną magiczne trzy tygodnie, żeby przekonać Qrikon02się, że i tym razem ciąży nie ma, i umówić Milunię na kastrację. Czas minął, oznak ciąży nie było, zrezygnowana chciałam pokazać koleżance, jakie to małe i białe sutki ma Milunia, przewróciłam ją do góry kołami – a tam… wielkie malinowe cosie! A jednak! Udało się! Radości nie było końca. Termin porodu wyliczyłam na 20 listopada. Nad ranem, w egipskich ciemnościach w poniedziałek 18 listopada obudził mnie pisk kocięcia. Rety, jak to się darło! Zerwałam się nieprzytomna. W koszyku obok pusto, pisk dobiega z przedpokoju – no tak, szafa, Jamie_003ulubiona szafa Józki, tym razem też zasiedlona przez Milunię. Biegnę, zapalam światło, a tu Józka próbuje oddalić się z wrzeszczącym kociakiem w zębach, Milunia Julia_004natomiast kończy spożywać łożysko od drugiego kociaka. Nie było łatwo odebrać Józce wrzeszczące maleństwo, więc najpierw zablokowałam jej drogę ucieczki, a potem nieomalże wyrwałam malucha, ją samą zamykając w drugim pokoju. Milunię z drugim kotkiem przełożyłam do przygotowanego koszyka, przeniosłam towarzystwo do pokoju, zamknęłam drzwi i czekałam na kolejne koty. Pierwsze na świecie – prawdopodobnie gdzieś w okolicach 4 i 5 nad Johnny_002ranem pojawiły się dwie dziewczynki: czarna pręgowana tygrysio Jamie Lee Curtis i czarna srebrzysta pręgowana klasycznie z białym Julia Roberts. Kolejne godziny, a potem dni polegały na czekaniu. Najpierw do 8 rano czekałam na kolejne dwa kociaki. Tym razem, jeden za drugim pojawili się dwaj chłopcy: czarny klasycznie pręgowany z białym Johnny Depp i czarny dymnyJack_001 bikolor Jack Nicholson. Kolejne cztery godziny spędziłam na czekaniu na piątego kotka i w samo południe pojawiła się czarna jak noc, a nawet jak bezksiężycowa północ Jerrika Hinton. (Kolejne dwa dni czekałam też na dwa zagubione łożyska, które na szczęście się odnalazły i wszystko dobrze się skończyło).
Jerrica_001Tak oto pojawiła się piątka ślicznych, drących się okropnie maleństw. Ostatnich dzieci Milvy i raptem drugich pięknego S*Fridalas Qrikona. Ich rozwój pozostaje zagadką, ale można go śledzić w ich galerii.

Share

No responses yet

Lip 27 2013

Pan kotek był chory i leżał w łóżeczku…

Published by under Hodowla,Kocięta,Kotki,NFO

Duffy_500Było? Chyba było. Ale jak w dobrej przypowieści przystało:
– Znacie?
– Znamy.
– To posłuchajcie.
Otóż było tak. W poniedziałek Fryga odmówiła śniadania, a i Dafcio coś kręcił gębą i chrupki w misce zostawiał (niewiarygodne!). Oczywiście nasz pan doktor na urlopie, bo jakże by mogło być inaczej, w końcu koty zawsze chorują wtedy, kiedy dostęp do weterynarza jest utrudniony. Zajrzałam zatem z niejakim trudem do Dafciowej paszczy, zdało mi się, że widzę czerwoną kropeczkę na języku, postanowiłam więc obserwować go podczas kolejnych posiłków. Niby było podobnie, od miski odchodził, potem do niej przychodził, w końcu zjadł wszystko. Uff. Za to Fryga nie. Nie je i nie je. Pewnie zatkana, pomyślałam, zwłaszcza że ostatnimi czasy obficie obdarowywała nas kłaczkami uformowanymi w żołądku, naukowo Fryga_500nazywanymi pilobezoarami. Podałam jej zatem parafinę, którą grzeczna kotka zgodnie spożyła, a następnego dnia wydaliła. Znaczy – drożna. Apetyt uległ chwilowej poprawie, w środę jeszcze coś (konkretnie Urinary Dafcia) jadła, a w czwartek – katastrofa! Fryga nie pojawiła się na śniadaniu, w ogóle gdzieś się zaszyła. Namierzona pod łóżkiem, siłą wyciągnięta ze swojej kryjówki, poszła się napić, posiedziała chwilę przy balkonie i wróciła pod łóżko. Żarty się skończyły. Fryga jest chora. Byliśmy przerażeni, oczyma duszy widzieliśmy już i słyszeliśmy najstraszniejsze diagnozy – od chorych nerek poprzez trzustkę, po samaniewiemco. W końcu Fryga ma już ponad 12,5 roku i wszystkie starcze kocie przypadłości mogą ją dotknąć. Pojechaliśmy do poleconej lecznicy – w końcu nikomu przypadkowemu nie powierzymy naszej kocicy. Tam nestorkę dokładnie obejrzano, Dzidzia_100ostukano, z trudem osłuchano (bo słychać było tylko mruczenie 😉 ), wetknięto termometr w pupę i… prawda wyszła na jaw. Gorączka! Wysoka! Poza tym gardło boli. Oj, tego jeszcze nie było. Najzwyklejsza infekcja. No tak, przecież i Józia odmówiła jednego posiłku, ale jakoś się pozbierała. Dafcio też dał sobie radę. Kiedy piszę te słowa, w sobotę, Milunia nie jest chętna do wstania na obiad, od przedpołudnia śpi. Czyli odwiedził nas jakiś wirus, z którym Fryga nie dała sobie rady. Trzeba było jej pomóc – podać antybiotyk i coś przeciwzapalnego. Już po pierwszej dawce odżyła. Nie chowa się pod łóżkiem, na posiłki przychodzi, w łóżku, jak dawniej, z nami śpi. Reszta terapii przed nami.
A teraz czas na konkluzję – nasze stare koty po ukończeniu 10 roku życia nie są szczepione. Czy to słuszna decyzja? Kogo nie dotknęła infekcja? Po pierwsze kociąt, które są świeżo po szczepieniu i układ immunologiczny mają postawiony na baczność, po drugie Dzidzi, która swoje szczepienia otrzymała stosunkowo niedawno. Może więc, mimo wszystko, warto stare koty szczepić? Rzadziej i mniej inwazyjną szczepionką, ale jednak?

Share

No responses yet

Lip 06 2013

Brązowy i czarny

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

Ilja & IraW przeciwieństwie do zachowania, na wygląd kota wpływ maja wyłącznie geny. To, czy widzimy kota czarnego, szarego, brązowego czy rudego, to wyniki tego, jakie ma geny odpowiedzialne za kolor futra. Takie geny, trochę jak nieszczęścia, chodzą porami. Po jednym – od mamusi i tatusia. Silny i słaby, czyli dominujący i recesywny. Czasem w takiej parze mieszanej, czyli heterozygotycznej, a czasem w jednakowej, czyli homozygotycznej. Oczywiście zawsze silny, Irajeśli tylko jest, wygrywa i to, co widzimy na kocim futerku, to jego zasługa. No chyba że spotkają się dwa geny słabe – wtedy one rządzą. Zatem czarny, srebrzysty, łaciaty, pręgowany w paseczki lub w kropki… Zaraz zaraz, ale czarny, czyli jaki? Czarny jak Ilja czy czarny jak Ira? Jak to jest, że oba teoretycznie takie same kotki są tak różne? Co jeszcze mieszka w takim kocie, że futerko Ilji jest czarne a Iry brązowe? Jakieś jeszcze dodatkowe geny muszą determinować rozjaśnienie, a właściwie ocieplenie koloru futra. IljaIle ich jest, pojawienie się czy osłabienie, jakich innych cech wywołują, chyba jeszcze nie wiemy. Być może mają wpływ na kolor oczu? Zielone czy raczej żółte, czy miedziane? Jakie oczy będę mieli synkowie Józi i Galypsa? Isaac i Ian raczej zielone. A Ira i Ilja? Kolor ich oczu nie jest jeszcze ustalony. Jak u ludzkiego dziecka ewoluuje od niebieskiego. Ale już widać, że Ilja ma oczy najciemniejsze, więc może będzie miał miedziane lub żółte? Zagadka. Dziś jeszcze nie wiadomo.
Właściwie wszystko w rozwoju tych kociąt jest zagadką. Wszak to pierwsze połączenie tej pary kotów. Czy będą to wielkie kocury, czy po prostu bardzo szybko rosną, ponieważ mają nieopanowane apetyty? Dziś kończą 11 tygodni, a ja już wiem, że Ilja jest największym dzieckiem Józi. Choć wydawało się, że będzie jeszcze większy, I-boysważy niewiele więcej niż Gregory Peck. Czy przerośnie brata jako dorosły kot? Na wszystko trzeba będzie poczekać. Dzisiaj koty ważą od 1600g do 1850g. Zachwycają mocną budową, grubymi łapami, bezproblemowymi charakterami. Jeszcze nie spotkały się z psami, wszystko jeszcze przed nimi, ale odkurzacza nie boją się wcale. Podczas odkurzania siadają, a nawet kładą się na drodze ryczącego smoka i groźnej szczotki, można je przesuwać, a nawet odkurzyć im futerko. Warczący i dmuchający wiatrak okazał się nie lada atrakcją. Czym mnie jeszcze zadziwią? Poczekajmy na wizytę psów.

Share

No responses yet

Cze 14 2013

Socjalizacja

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

Isaac_071Ważne słowo, ważny termin i ważne działanie w życiu hodowcy, kociąt, kotów. Czy charakter, otwartość, coś, co Anglosasi nazywają easygoing, może być przekazywane z genami? Wiele, naprawdę wiele lat temu (nie tak, jak mówił Kubuś Puchatek – dawno, dawno temu, mniej więcej w zeszły piątek) hodowczyni mojej Frygi – Fortuny AB-Cat, pani Ania Czerwińska – przekazywała słowa wieloletniej hodowczyni kotów norweskich leśnych leśnych, Jette Evy Madsen, Felis Jubatus: „To naprawdę ważne w mojej pracy hodowlanej, dobierać do hodowli koty nie tylko pod kątem wyglądu (eksterieru), ale i charakteru. Moje koty wszędzie muszą czuć się dobrze, muszą dobrze i szybko aklimatyzować się w każdych warunkach, dobrze znosić wystawy, wyjazdy, obecność Ilja_057innych kotów, innych zwierząt, nowych ludzi”. I trzeba przyznać, że to jej się udało.
Jednak, czy łatwość w nawiązywaniu kontaktów, brak obaw przed zmianą, to tylko geny? Ile w tym pracy hodowcy, tego, co dzieje się w jego domu, z czym mają do czynienia kocięta i koty, które żyją, wychowują się razem z nim. Geny to jakaś część sukcesu. Wiele, pewnie jednak więcej niż 50%, to praca hodowcy. Tego, jak wcześnie zaczął brać kocięta na ręce. Ile obcych osób przychodzi do niego. Jak często koty i kocięta są dotykane przez obcych. Jak wiele mają bodźców – nowych dźwięków, zapachów. Dlaczego jedne koty nie boją się odkurzacza, a inne Ira_054panicznie uciekają, widząc jak wyciągacie go z szafy? Poza genami, to też praca hodowcy. Tak ważne jest, ile czasu poświęca kotom. Czy hodowla, to tylko wydanie miski z żarcie i sprzątnięcie kuwet? Czy zastanawialiście się Państwo, ile czasu każdego dnia hodowca spędza ze swoimi zwierzętami, bawiąc się z nimi, pielęgnując, a także – do czego niewielu się przyzna – rozmawiając z nimi? Kiedy przychodzicie do hodowcy, czy zwróciliście uwagę, jak koty reagują na jego głos? Nie? Przyjrzyjcie się podczas najbliższej wizyty.

Zdjęcia naszych kociąt w galerii miotu I

 

Share

No responses yet

Cze 11 2013

Ucieczka czy uwolnienie

Published by under Hodowla,Kocięta

Isaac_054Rośnie nasza czwórka do brydża. Nawet nie wiem kiedy, skończyła miesiąc, a za chwilę będzie miała sześć tygodni. Czwórka do brydża – nieźle, nie? Na razie puchaci chłopcy za karty się nie biorą, za opracowują sposób wielkiej ucieczki. Czyżby byli fanami Steve’a McQuinna? Jak nie górą, to może bokiem… A Józia ich jeszcze do tego zachęca. Wstrętna matka. A może po prostu uważa, że już czas, żeby sami zawiązywali sznurówki? W końcu ja też jestem taką matką. Ma z kogo brać przykład.
I poszli. Uwolnieni. Zerwani z uwięzi. Wydawałoby się, że powinni powoli, spokojnie eksplorować kolejne Ira_046pomieszczenia. Jednak nie. Już kolejnego dnia całe mieszkanie było ich. I znów trzeba uważać, chodzić ostrożnie szurając nogami, żeby nie nadepnąć malutkiej łapki materializującej się z nikąd w jednej sekundzie. Przyglądam się im – czy można już powiedzieć coś o charakterach? Który odważny, który ostrożny, który ciekawski, a który zamyślony? Chyba nie. Na razie działają w masie – biegają, turlają się, polują na zabawkowe myszki, kuleczki, piłeczki, nieopatrznie porzucone papierki (nie wiadomo dlaczego te „zabawki” samoróbki budzą najgorętsze uczucia i pożądanie). Na szczęście jeszcze teraz, podobnie jak dzieci ludzkie, mają stały rytm dnia – śniadanie, czas zabawy, koło południa drzemka. Przed obiadem – zabawy. Obiad. Szaleństwo do późnego popołudnia. Leżakowanie. Wieczorne harce. Ilja_042Kolacja. Jeszcze trochę zabawy i cisza nocna… gdzieś tak do piątej… Rano. Na szczęście bardzo nie hałasują. Można pospać. Czasami nawet do szóstej.

Share

No responses yet

Maj 02 2013

Zmiany, zmiany

Published by under Hodowla,Kocięta

Hugh_102Wpisów dawno nie było, co nie oznacza, że przez te kilka miesięcy nic się nie działo w Agpamisie. Oj, działo się działo. Po pierwsze Hugh Laurie znalazł cudowny dom i mieszka z panią Lidią. Jest przeszczęśliwym zadbanym jedynakiem, próbującym zapewnić swojej pani od czasu do czasu trochę rozrywki. A pani oczywiście zapewnia rozrywkę jemu.

Hugh Grant nadal szuka domu. Choć po osiągnięciu statecznego wieku 1 roku troszkę się uspokoił, Hugh_100cały czas uważam, że do pełni szczęścia w dalszym życiu potrzebuje domu z innymi zwierzętami. Nie muszą być to koty, mogą być psy. Raczej nie żółwie, a już całkiem nie ptaszki. Te ostatnie mogłyby zostać jednorazową zabawką, niestety. Grant, nazywany w domu Szary, mimo uspokojenia nadal jest prawdziwym KOTEM, cieszącym się z nadejścia wiosny i z tego, że owady wreszcie się obudziły. Kiedy akurat jakiś owad samobójca nie wleci do nas do domu, morduje myszki, zaczepia Dzidzię lub domaga wypuszczenia „czerwonego robaczka” czyli pobawienia się z nim laserkiem.

Ira_003Po długich oczekiwaniach, próbach, testach, wreszcie doczekaliśmy się kolejnego miotu Józi. Nie wiem, czy zapatrzyła się na Milunię, czy wysłuchała moich opinii, że dziewczynki są przereklamowane, czy też w grę wchodzą geny (jej mama zachowywała się podobnie), dość że 20 kwietnia urodziła cztery kocurki. Tatusiem tego męskiego miotu jest GIC Fodnaheia’s Galypso, DVM, prawdziwy norweg z Norwegii, od ponad dwóch lat zamieszkujący w Polsce w hodowli Atlas*PL. Józia jak zawsze poradziła sobie sama, z jedną odmianą – przyszła rodzić do mnie do łóżka i zdegustowana chyba moim brakiem reakcji, a raczej kamiennym snem, postanowiła się zabrać ze świeżo narodzonym Ilją, który wydarł się i mnie obudził. Pozostali bracia przyszli na świat w koszyczku. Moja obecność była tak naprawdę zbędna.
Mamy zatem cztery malutkie kocurki. Są to Ilja Erenburg czarny pręgowany tygrysio (n 23), Isaac Newton czarny Isaac_004srebrzysty pręgowany tygrysio z białym bikolor (ns 03 23), Ian McKellen niebieski klasycznie pręgowany z białym bikolor (a 03 22) i Ira Gershwin brązowy pręgowany tygrysio (n 23). Kociaki rosną ładnie. Tak jak się spodziewałam, różnią się wyglądem. Jestem bardzo ciekawa dalszego ich rozwoju.

Share

No responses yet

Lis 08 2012

Mądrość z bajki płynąca, czyli…

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

jak z brzydkiego kaczątka wyrósł piękny łabędź. Wierzycie? Mało kto wierzył, ale ja wiedziałam, bo widziałam dwa poprzednie mioty Milvy i  Sydneya, czyli w sumie dziewięcioro kociąt. Kiedy H-kotki zaczęły rosnąć, kiedy z leżących kluseczek zaczęły przeobrażać się w zwierzątka bardziej przypominające kotki, widziałam, jakie są brzydkie. Nie potrafiłam widzieć w nich słodkich maleństw, a tylko chude, łysiutkie szczurki. I co? Co mam powiedzieć potencjalnym chętnym na kotki? Że za 3–4 miesiące będą puchatymi, tłuściutkimi kotkami? Jak mam to udowodnić? Kto mi uwierzy? Wiem dobrze, jak nieuczciwi hodowcy
potrafią oszukiwać kupujących – „ten łysy ogon, to z powodu przewitaminizowania”, „ten krzywy profil to się później wyprostuje”, „proporcje ciała się zmienią i ten ogon kiedyś będzie długi”… To wierutne kłamstwa – ja to wiem, ale oszukani, ufni, chcący mieć pięknego norwega uwierzyli. Łysiejący ogon okazał się trudną do wyleczenia grzybicą, profil nigdy się nie wyprostował, a ogon na zawsze już pozostał za krótki.
Ale ja wiem – owszem, mam odwagę powiedzieć: „Nie proszę pana, ten kot absolutnie nie nadaje się do hodowli – ma za krótką głowę i za małe uszy, ale będzie wspaniałym, pięknym i co najważniejsze zdrowym kotem do towarzystwa”. Ale jak mam przekonać kogoś, kto patrzy na krótkowłosego chudego kotka z długimi chudymi łapkami, że będzie on kiedyś długowłosym, tłuściutkim kotkiem na (owszem) długich łapkach, ale całkiem  proporcjonalnych do masywnego ciała. Tylko kto mi uwierzy?
Brzydkie kaczątko i łabędź – tak, to dzieci Milvy i Sydneya. To one. Dlaczego nie sprzedałam Granta do hodowli? Przecież to taki piękny kot. Piękny, prawda? Mnie też się podoba. Ale ma za małe uszy… czy norweg z małymi uszami nadaje się do hodowli? Ja wiem, nie ma kotów idealnych… Ale… Grant był słodziakiem od urodzenia. Budził same pozytywne uczucia. Moje też. Jednak nie znalazł swojego człowieka. Czemu? Nie mam pojęcia. Przecież od urodzenia był ulubieńcem swojej mamusi i moim, i moich znajomych. A jednak wciąż szuka domu… Komu, komu… To niewyobrażalne. Dawać ogłoszenie? Nieeee… Nigdy. Przecież Grant jest śliczny i od urodzenia wyglądał jak malutki łabędź, a teraz z dnia na dzień staje się jeszcze piękniejszy. Ale jest jeszcze drugi Hugh. Laurie. W opozycji do swojego imienia jest cudownym kotkiem. Mruczy nie proszony. Przytula się nie zachęcany. Po prostu najlepszy kot do towarzystwa, a może na kolanka… To właśnie on. Uwielbia się bawić. Jest ciekawski. Curiosity killed the cat mówi przysłowie – na razie wszystko, co złe spada na jego szarego brata, którego ciekawskość bije wszelkie rekordy. Laurie plasuje się gdzieś po środku. Sprawdza, co tam jest, ale nie wchodzi. To nie on ma podrapany nos, powyrywane futro – to spotyka Granta. Laurie sprawdzi, ale nie wejdzie, od kuchenki też z daleka, od kwiatków, od firanek… ale nie od człowieka. Człowieka lubi, uwielbia, ubóstwia. Mieć człowieka blisko i móc mu pomruczeć. Uwielbia mruczeć i wciąż czeka na tego, komu jego kojące mruczenie jest niezbędne. Dwa kocurki przecudnej urody, o najwspanialszych charakterach wciąż szukają swoich ludzi i swoich stałych domów. Zobacz – dziś widać, jakie są piękne.

Share

One response so far

Paź 16 2012

W dużym ciele małe cielę

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

Tak to już jest – każdy chciałby maciupeńkiego kota, najlepiej takiego, który mieści się na dłoni, jest bezbronny, całkowicie zdany na naszą łaskę – budzi uczucia macierzyńskie. No bo, jak nie kochać puchatego maleństwa z okrągłym czółkiem, okrągłymi oczami (często lekko zezującymi), którymi wpatruje się w nas z bezbrzeżną miłością?
Ludzie zazwyczaj nie łączą późniejszych niepożądanych zachowań kociego domownika z tym, że został za wcześnie odebrany z rodzinnego domu (oj, bo w końcu szczeniaki można już zabrać od matki 6-tygodniowe, nie? Chyba jednak to też mit…). A czym się różni kot od psa? Właściwie wszystkim.
Za wcześniejszą adopcją psich dzieci przemawia (o ile dobrze pamiętam) wdrukowanie nowego człowieka jako przewodnika stada. A czy kot żyje w stadzie? Czy ma przewodnika? Wcześniejsze zabranie kociaka od matki (tak naprawdę przed ukończeniem 3 miesięcy) skutkuje choćby nieumiejętnością zabawy bez wyciągania pazurów. Kto widział bawiące się kocięta, ten dobrze wie, o jakiej nauce mówię. Także ten, kto widział starsze koty strofujące podrostka, który właśnie wbił się zębami w poruszający się dostojnie koniuszek kociego ogona. Taki kociak po odebraniu stosownych nauk w kocim przedszkolu i zerówce wie dobrze – jak mocno można ugryźć i jak daleko wysunąć pazury. Za wcześnie zabrany od matki i rodzeństwa kociak będzie się rzucał na nasze nogi i ręce (w końcu, skoro nie ma rodzeństwa, a ma w genach zapisaną na ten czas edukacyjną zabawę, to my stajemy się jego poligonem). A później już pozostajemy – bo chyba jesteśmy kotami, prawda? Innego stada nasz kot nie pamięta. Goście są traktowani jak koty intruzy wchodzące na terytorium i są też atakowani, albo – jeśli nasz koci domownik jest bardziej nieśmiały, nie wychodzi w ogóle z kryjówki i nasi goście opowiadają później: „Byłem już u nich tyle razy, podobno mają kota, nigdy go nie widziałem”. Sytuacja taka może trwać latami, a w ekstremalnych przypadkach nawet do końca życia kota.
Kot potrzebuje czasu, nauki. Ale nauki nie od człowieka, tylko do drugiego kota – jak się bawić, czego się bać, co jeść. Półroczny, roczny, a nawet dwuletni kot jest wciąż kociakiem. Jest tą samą puszystą kulką patrzącą niewinnym spojrzeniem, zamkniętą w większym nieco ciele. Wystarczy bodziec, zachęta i już – mamy super zabawowicza. Ale zabawowicza, o którego charakterze możemy już powiedzieć prawie wszystko.
Wiele radości, śmiechu, masażu przeponą wątroby dostarczyły nam ostatnio czworonogi tych dwóch gatunków. Odwiedziły nas dwa cavaliery – dostojny pięciolatek Tobi i postrzelona półtoraroczna Florka. Grant nie odstępował ich ani na krok. Cytując wieszcza: „Gdzie ty, tam ja”. Na początek wygięty w pałąk z ogonem (też w pałąk, jak lisia kita). Koniec był taki, że Florka szczekała zachęcająco, przypadała do ziemi, by za chwilę uciekać, drapiąc pazurami parkiet – kot za nią. Już nie pałąk, no może trochę na pazurkach, żeby być wyższym kotkiem, ale ogon zadarty do góry. Laurie obserwował zabawę z bezpiecznej odległości. Dzidzia koniecznie chciała się bawić – ona tak uwielbia ganianki – ale czemu ten kot jest taki głośny, czemu tak macha ogonem (chociaż nie wygląda na zdenerwowanego, raczej na radosnego) – raz czy dwa pogniła za Florką, ale wróciła szybciutko na bezpieczną pozycję na dolnym poziomie drapaka. Pozostałe koty obserwowały tę jazgotliwą rudo-białą sukę z parapetu, drapaka, kanapy. Ale nie uciekały. Wyraźnie były zainteresowane. Czy o Florce powiemy szczeniak (mimo jej półtora roku)? Oczywiście. Tak samo i Dzidzia jest kociakiem (chociaż ukrytym w 6,5-kilogramowym ciele), a już na pewno kociakami są Hugh Grant i Hugh Laurie. A że podrośnięte? Dzięki temu wiadomo wiele o ich charakterach, upodobaniach, zwyczajach. Ponieważ są starsze, łatwiej znoszą nieobecność domowników, wystarczą im dwa posiłki dziennie. Ale w środku są wciąż kocimi dziećmi. Chętnymi do zabawy i w kilka chwil adaptującymi się do nowych warunków.
(Zdjęć w ruchu nie będzie, bo były w ruchu 😉 za to kilka zdjęć zabawy dwóch kotów jedną zabawką).

Share

2 komentarze

Sie 18 2012

Jak Wojtuś został strażakiem, czyli…

Published by under Hodowla,Inne,Kocięta

jak ze słodkich maleństw wyrastają stare konie. Wszędzie, w każdej dziedzinie życia tak jest – na przykład – gdzie się podziali moi malutcy synkowie? Tym wielkim obcym facetom powtarzam ciągle – „Potworze, zeżarłeś mojego malutkiego synka, natychmiast go wypluj!”. Niestety, bezskutecznie. Malutkich synków już nie ma, podobnie jak malutkich kotków, słodziutkich, niewinnych, robiących cudne minki i galopujących przez sen. Teraz galopują w rzeczywistości, demolując, zrzucając wszystko, co na swej drodze spotkają. Albowiem sprawdzić trzeba, czy – długopis dobrze się turla, czy na pewno nakrętka od wody mineralnej jest szybka oraz czy w koszu na śmieci porzucono jakieś smakowitości, które dwunodzy uznali za niezdatne do konsumpcji. Ostatnio również eksplorowana jest półeczka pod lustrem w łazience (nie rozumiem tylko, dlaczego podczas naszej nieobecności duchem [w środku nocy] lub ciałem [w środku dnia]), zatem stawiany tam papier toaletowy przestał być poza zasięgiem kocięcych łap, a jak wszyscy dobrze wiemy – REWELACYJNIE się turla.
Gdzieś czytałam, że kolejne pokolenie szczurów jest inteligentniejsze od rodzicielskiego, ponadto jakimś cudem nabywa umiejętności przyswojonych przez antenatów. Mam wrażenie, że prawidłowość ta dotyczy także odwiecznego szczurzego wroga – kota. Z każdym kolejnym miotem słyszę od Pawła – „No takich kociąt, to jeszcze nie mieliśmy!”. I chyba coś w tym jest, bo kociąt odnajdujących papier toaletowy na półeczce jeszcze nie było. A może to wina Dzidzi – przerośniętego, ponad sześciokilogramowego maleństwa o wielkim ciele (i ogonie) i rozumku malutkiego kociaka. Dzidzia z powodu przeróżnych zawirowań, jak to mówią, „się u nas została” i, choć cały czas powtarzam, że muszę jej znaleźć dom, z każdym dniem wiem, że moje wymagania dotyczące tego domu rosną.
Więc może to Dzidzia pokazała małym demonom, gdzie chowamy rewelacyjnie turlający się papier toaletowy, jak można wejść do pudełka z chusteczkami do nosa i wygrzebać z niego wszystkie, co do jednej, a następnie większość rozszarpać, jak dziką zwierzynę. Ale może też dzięki Dzidzi małe demony nauczyły się przytulać i mruczeć, i szukać towarzystwa człowieka, choć towarzystwo drugiego kota jest równie fajne. Bo choć Dzidzia lubi towarzystwo kotów, uwielbia się do nich tulić – i tego nauczyły się, z całą pewnością od niej, maluchy. Dzidzia lubi też zamiauczeć z drugiego końca mieszkania, a zawołana, przyjść na chwilę, dać się pogłaskać po głowie, za uszkiem, pod brodą – i pójść gdzieś do swoich spraw. Lubi też wieczorem przyjść do łóżka, wepchnąć nos pod pachę, pod kołdrę, zrobić milion kółek, układać się w tę i w tamtą stronę, tak i siak, na tym i na tamtym boku, mrucząc zawzięcie, żeby w końcu pójść sobie spać gdzieś na sobie tylko znanym miejscu. I tak też zaczęły robić maluchy – przyjdą, pomruczą, powpychają się pod pachę, pod rękę, na głowę, sprawdzą, czy nogi, a zwłaszcza ich duże palce są na miejscu – auć! – i potem pójdą spać gdzieś.
Dzidzia i dwa razy Hugh – trzy słodziaki, niewiniątka, malutkie kotki mogłyby dostarczać takich wrażeń innym ludziom. Mogłyby wychowywać lub sprowadzać na drogę występku inne koty. Do tego są właśnie stworzone.

Share

No responses yet

Next »