Archive for the 'Kocięta' Category

Sie 13 2012

Duże kocie niemowlę, duży podrostek = duży kot dorosły?

Published by under Hodowla,Kocięta

Wielu hodowców podaje wagi urodzeniowe swoich kociąt, pokazuje na wykresach, jak urodzone u nich kocięta rosną. Waga, tuż za kolorem, jest najważniejszym elementem opisu kociaka na stronie hodowcy. Co mówią nam kocie wagi? Czy możemy po nich wnioskować, że nasz kot będzie duży lub mały? Hodowcy i miłośnicy ekscytują się zwłaszcza wagami urodzeniowymi. Czy zasadne jest dążenie do tego, żeby kocięta rodziły się jak największe? Czy noworodek o wadze urodzeniowej 170 g będzie większy, kiedy dorośnie od tego, który w chwili narodzenia ważył 120 g? Czy trzymiesięczny kociak ważący 2,5 kg będzie ważył odpowiednio 20% więcej od tego, który w tym samym wieku waży 2 kg? Te i wiele innych pytań zadają hodowcy hodowcom, kupujący hodowcom, miłośnicy, wystawcy…

Od 15 już lat przyglądam się kotom norweskim leśnym w Polsce i w innych krajach. Pierwsza prawidłowość, którą zauważyłam – to waga urodzeniowa. Nie mówi nam nic o przyszłej wielkości kota. Widywałam koty urodzone z wagą 100 g, które wyrastały na kolosy i takie, które urodziły się z wagą 140-160 g i jako dorosłe były całkiem przeciętne. Druga miara to tempo wzrostu. Hodowcy z dumą pokazują na stronach trzymiesięczne kocięta ważące 2,3-2,5 kg. Wiele z takich kotów widziałam później, jako dorosłe. Nie odbiegały wielkością od tych, które rosły normalnie i jako trzymiesięczne ważyły 1,8-2 kg. Oczywiście – żadne z tych kotów nie były małe, zarówno jedne, jak i drugie wyrastały tak na koty przeciętne, jak i duże.

Jak zatem poznać, zorientować się, czy kot będzie duży? Na co patrzeć? Czym się sugerować? Po pierwsze genami. Zwykle po dużych rodzicach mamy duże koty. Piszę zwykle, ponieważ rodzice to nie wszystko – ważne są także kolejne pokolenia wstecz. Widuję duże koty po kotach przeciętnych, ale mających koty duże w dalszych pokoleniach rodowodu i koty przeciętne po kotach dużych, ale po nie za wielkich przodkach. Druga sprawa to żywienie. Niestety kot na suchej karmie i kiepskiej jakości puszkach nie urośnie. Nawet, jeśli w genach ma zapisane, że powinien być duży. Trochę może pomóc poprawa żywienia w nowym domu, ale zwykle takiego kota trudno odzwyczaić od nawyków żywieniowych wyniesionych z domu rodzinnego. Natura w banalny sposób chroni swoje dzieci przed otruciem, dlatego zapamiętują, co jadły przy matce – bo to na pewno nie zaszkodzi. Nowe pokarmy, nowe smaki mogą być niebezpieczne – lepiej więc tego nie jeść. Wtedy trzeba sposobem przestawiać kociaka na nową karmę.

Oczywiście można poznać po kociaku, czy będzie duży, mały czy przeciętny. Na pewno powinna niepokoić waga poniżej 1,6 kg w wieku 3 miesięcy, drobna kość… Ale to już temat na inną opowieść.

Share

2 komentarze

Lip 18 2012

Czy twój kot jest bezpieczny?

Published by under Hodowla,Kocięta,Kotki,NFO

To był właśnie jeden z tych upalnych dni, kiedy nie bardzo wiesz, gdzie się położyć, gdzie usiąść, żeby przetrwać. Cały czas zastanawiasz się, czy to tobie jest lepiej, bo masz izolację z grubego futra, czy też masz czego zazdrościć dwunożnym – oni podczas takiej pogody zdejmują swoje futra i paradują z odkrytym ciałem. Czy naprawdę jest czego zazdrościć? Naprawdę, ten kto ich stworzył, nie pomyślał o wszystkim. Ciągle się potykają, zwłaszcza wtedy, kiedy biegniesz za nimi sprawdzić, dokąd też idą (bo może do kuchni), i udaje ci się zrównać z nim, ale jeszcze wpadasz na pomysł, żeby koniecznie pokręcić ósemki między ich nogami… I wtedy właśnie czujesz delikatnie kopnięcie, szturchnięcie, dwunożny leci nad tobą, mrucząc pod nosem słowa nie nadające się do druku. Albo kiedy chcą zajrzeć, czy to w tej górnej szafie są te różne kolorowe kulki, które zakładają na zielone kolczaste drzewko bez półek i hamaków (po co komu taki beznadziejny drapak? Sam nie wiem, dwunożni mają przedziwne pomysły). Tak czy siak raz w roku przynoszą do domu ten kolczasty drapak, ubierają go w kolorowe zabawki, które są bardzo szybkie (niektóre, bo inne, kiedy wreszcie uda mi się taką zdjąć z gałązki, rozpadają się na setki kolorowych igiełek, które wcale nie chcą uciekać, tylko wbijają się w łapki, raniąc je boleśnie). I żeby sprawdzić, czy to w tej szafie mieszkają pudełka z tymi dziwnymi zabawkami dwunożni wchodzą na stołek, a czasami na piramidę ze stołków. A ja też chcę zajrzeć do tej szafki – tylko że mnie wystarczy jeden mocny sus z podłogi, i już jestem pod sufitem. Ale, ale bo nie o dwunożnych niedorobionych przez Stwórcę miałem mówić, tylko o tym dniu, upalnym, kiedy chowałem się w wannie, w pralce, szukałem cienia i przewiewu, i nie marzyłem o plamie słońca na parkiecie czy stole, na której mógłbym się powygrzewać. O nie, nie! Żadnego słońca. Chłodu! Zacząłem marzyć o chłodzie. I właśnie wtedy, wczesnym wieczorem, kiedy wreszcie zrobiło się chłodniej, wyszedłem na balkon. Położyłem się na półeczce, którą dwunożny zrobił specjalnie dla mnie, a która właśnie dziś owiewana była przez leciutki wietrzyk, i leniwie patrzyłem na okolicę. Dwunożny położył tu nawet, specjalnie dla mnie, kocyk. Już przysypiałem, kiedy zobaczyłem przelatujący cień. To był odruch. Skoczyłem za nim. W końcu cienie są po to, żeby je łapać. Ale ja zapomniałem, że leżę na balkonie. A może nie wiedziałem, co to znaczy wysoko? Przecież kot musi polować, nawet w upalny, leniwy dzień, musi łapać ptaka, muchę, mysz… Jest kotem.

Od kwietnia do października najczęstszymi pacjentami lecznic weterynaryjnych są koty, które wypadły z okna czy balkonu. Najczęstsze urazy, to połamane łapy, palce, szczęki, miednice. Powybijane zęby, popękane narządy wewnętrzne (najczęściej pęcherz). Czy tego chcemy dla naszego kota, który przez całą zimę mruczał nam do snu, a wczesną wiosną zjadał budzące się z zimowego snu muchy? To my podobno jesteśmy istotami rozumnymi, mamy możliwość przewidywania i zapobiegania nieszczęściu. Przecież dziecka także nie zostawimy przy otwartym oknie czy balkonie, póki nie będzie na tyle duże, by zrozumieć, czym jest wysokość, i czym grozi upadek. A kot przez całe życie jest takim dzieckiem. I to tylko o nas źle świadczą teksty: „Spadł, znaczy głupi”. „Przecież widzi, że wysoko”. Otóż nie – kot jest tylko zwierzęciem, które działa instynktownie, a głupi jest ten, kto naraża drugą istotę na niebezpieczeństwo. Istotę, którą wziął pod swoją opiekę i za którą jest odpowiedzialny. Jak mówił Lis: „Ludzie zapomnieli o tej prawdzie, ale tobie nie wolno zapomnieć. Jesteś na zawsze odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. Bądźmy odpowiedzialni. Osiatkujmy okna i balkony, żeby nasze koty były bezpieczne. I żebyśmy tam, za tęczowym mostem mogli z ręką na sercu powiedzieć: Zrobiłem wszystko, żeby cię chronić.

Wszystko o zabezpieczeniach okien i balkonów znajdziecie tu: Siatka dla kota

Share

No responses yet

Lip 04 2012

Rzyga jak kot, czyli „koza krechę ma”

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

Wszyscy pamiętamy dobrze „Shreka”, gdzie Kot w butach, trochę zawstydzony, wyrzygał kulę włosową (zwaną uczenie pilobezoarem) i z zażenowaniem powiedział: Przepraszam, kłaczek. Skąd ten kłaczek, czy rzeczywiście kot musi go wyrzygać, czy można uniknąć tej niesympatycznej kociej czynności.
Wszystkiemu winien koci język i, chorobliwa wręcz, potrzeba czystości. Szorstki język naszego kota pokrywają rogowe wypustki, które, pochylone do tyłu, pozwalają tylko nagarniać to, co jest zlizywane. Nagarniać i połykać. A kot liże się i liże. Przecież musi być czyściutki, pachnący kotem, a nie (jak pies) otoczeniem (im bardziej śmierdzące, tym lepsze, fuj). Połknięte podczas nieustannej toalety włosy w żołądku zbijają się w twarde kule, skutecznie wypełniając sam żołądek, a jeśli uda im się przemieścić dalej, blokując jelita. Oczywiste jest, że gdy układ pokarmowy przestanie być drożny, kot umrze z głodu. Dlatego właśnie stara się pozbyć włosów z żołądka jeszcze zanim zbiją się w twarde wałeczki czy kule i, co gorsza, nie przesuną się dalej.
Jak możemy pomóc naszym długowłosym przyjaciołom? Po pierwsze czesać, zwłaszcza w okresie linienia, lub, kiedy jest bardzo gorąco (jak teraz), codziennie. Po drugie można podawać pastę odkłaczającą, czyli rozpuszczającą zalegające w żołądku włosy. Jeśli widzimy, że nasz kot wymiotuje, a jego kupy są twarde (wiem, że to obrzydliwe, ale warto pośledzić naszego kota w kuwecie i także przyjrzeć się kupie, zanim ją wywalimy), podajmy kotu co najmniej 5ml ciekłej parafiny. Niestety – po takim zabiegu kot będzie miał tłustą sierść przy wlocie (nigdy nie udało mi się zabezpieczyć kota przed wyciekającą z pyszczka parafiną) oraz przy wylocie (to ważne – informuje o tym, że układ pokarmowy kota jest drożny).
No i to, co koty lubią najbardziej – trawa. Przez długie lata siałam moim kotom pszenicę. Robię tak też i teraz, a od czasu do czasu kupuję w Leroyu Merlinie trawę dla kotów o wdzięcznej nazwie Cyperus Zymula. Trawa ta, przez moje koty uwielbiana, ma niestety jedną podstawową wadę – nie odrasta. A może odrasta za wolno? A może moje koty jedzą ją za szybko? W każdym razie nie udało mi się jej odchować, mimo usilnych starań i przedsięwzięcia czynności pielęgnacyjnych wyczytanych w Internecie. Nie działa. Co jakiś czas muszę kupić nową. Ostatnie dwie obfite trawy, przesadzone do dużej doniczki, po 5 dniach konsumpcji wyglądają tak. Faktem jest, że kociaki wchodzą do doniczki i pasą się zapamiętale. Jak kozy. A ponieważ to ja sprzątam podłogę, zatem, jak śpiewał mistrz Młynarski – „koza krechę ma”.

Share

One response so far

Cze 12 2012

Cmokanie nad wózkiem

Published by under Hodowla,Kocięta

Dzieci Milvy skończyły dwa miesiące. Nie jestem dobrym człowiekiem chyba, bo nie potrafię ćwierkać nad każdym kocięciem norweskim leśnym, że słodkie, że cudne, że wspaniałe. Patrzę na kota – i widzę, czy jest w nim to coś, co mnie zachwyci. Pół biedy, kiedy dotyczy to moich kociąt. Gorzej, kiedy tak jest z cudzymi. Nie od parady zostałam ochrzczona „ciotka samo zło” (w skrócie CSZ). Ale nie o cudzych kotach miałam tu pisać, tylko o swoich. Ach, cudne, ach, słodkie, ach, jakie mądre. Wystarczy.

Jak zwykle, wypuszczone z zamknięcia w wieku ok. 7 tygodni, kocięta eksplorują całe nasze mieszkanie. Są dosłownie wszędzie, zatem znów uczymy się chodzić krokiem posuwistym, żeby nie przydepnąć kruchej kocięcej łapki. Korzystają z dorosłych kuwet, jedzą posiłki z dorosłymi kotami. Już znamy upodobania kulinarne całej czwórki. Barf rządzi. Barf, czyli Biologically Appropriate Raw Food, to biologicznie odpowiednie surowe pożywienie. Jego podstawą jest surowy pokarm, który ma jak najbardziej zbliżyć się do pożywienia, jakie koty spożywały w swych naturalnych warunkach (więcej o BARF-ie tu: www.barfnyswiat.org). Humphrey i Herbert lubią suche, za to dwóch Hugh to zadeklarowani mięsożercy.

Rozwijają się standardowo, jak dzieci Milvy i Sydneya. Rosną, mają apetyt, szaleją. Uczą się najważniejszych zasad w życiu małego kota: zasada numer jeden – wchodzimy tam, skąd umiemy sami zejść; zasada numer dwa – jemy to samo, co reszta stada, ale warto spróbować, czy kabel da się pogryźć; zasada numer trzy czasami ciocie i babcie nie życzą sobie, żeby kłaść się na nich czy bawić się ich ogonem, dlatego warto nasłuchiwać, czy z ich strony nie dobiega głuchy warkot, albo czy wielka łapa nie zagradza wejścia na hamak drapaka, przytrzymując ci głowę, głowę, kiedy się wspinasz; wtedy należy wybrać inną drogę, żeby się dostać na górę. Ale mama, ciocie i babcie często przynoszą zabawkę w zębach i, wyjąc głucho, wołają cię, żebyś przyszedł i pouczył się polować. Tylko dlaczego zwykle robią to wtedy, kiedy smacznie śpisz?

Tak to wygląda życie małego kotka. A czasami przychodzi taka dwunożna, wiesza beżową płachtę, rzuca zabawki, nęci rzemyczkami na patyczku i każe na tym bezowym siedzieć. Najlepiej w bezruchu. A jak tu się nie ruszać, kiedy można pobawić się z bratem w chowanego lub zabrać mu zabawkę?

Share

One response so far

Lis 13 2011

Wpływ imienia na kota

Published by under Inne,Kocięta

O kocich zachowaniach jeszcze będzie, teraz chciałabym napisać o wpływie imienia na kota. Coś w tym chyba musi być, bo kiedy dałam kotu na imię Ursus, wyrósł na małego niedźwiadka. Xantypa okazała się złośnicą, Angelina Jolie, Ava Gardner i Audrey Toutou wyrosły na przepiękne damy, a Fran Dresher wychowuje zaprzyjaźnionego mainecoona.  Że coś w tym musi być, podejrzewałam już jakiś czas temu, ale żeby aż tak? Tym razem, jak zawsze, nadając imiona, kierowałam się wyglądem kota. House – wiadomo, chromy, Guy Williams – przystojny, czarny, ale nie murzyn, Gregory Peck – pełna symetria i piękno. Geena Davis – od pierwszych chwil rosła, jak na drożdżach, jej imienniczka do malutkich nie należy. Ginger Rogers – pełna wdzięku i gracji blond piękność. Jednak w najśmielszych snach nie spodziewałam się tego, co z tych kocich osesków wyrośnie. Gregory Peck – blisko dwumetrowy najprzystojniejszy facet świata. Jego koci imiennik – czarujący mruczeniem (słychać go z drugiego pokoju) ogromny kot. Czy ktoś widział czteromiesięcznego kotka, który waży 3,5 kg? No ja w każdym razie nie widziałam. Ale mam przyjemność oglądać teraz. Jego wielka siostra, nie tak daleko za nim, tylko 3,2 kg. Ich drobniutka blondynowata siostrzyczka dużo mniejsza (2,7 kg) – ale do tańca musi właśnie być taka. A jak ona tańczy? Koty są zachwycone. Ja mniej. Przestałam już wieszać zasłonki. Chowam długopisy (bo dobrze się turlają). Doniczkę z araukarią okleiłam papierem (po uprzednim uzupełnieniu wykopanej przez House’a ziemi; siostra godnie go zastępuje). Z trudem udaje mi się wytłumaczyć Ginger, że araukaria, choć duża, nie nadaje się do drapania… A Ginger tańczy i, co gorsza, do tańca zaprasza rodzeństwo. I nie tylko! Kilka dni temu widziałam Dafcia biegającego za zabawką. Podrzucał ją, popychał łapą, BIEGAŁ, przewracał się na bok i łapami podrzucał zabaweczkę. Kiedy pojawiłam się w polu jego widzenia, zainteresowanie zabawą zniknęło, jak ręką odjął. Kilka razy rzuciłam mu zabawkę – bez reakcji… To znaczy, nie, reakcja była – politowanie we wzroku „i ty myślisz, kobieto, że ja się ruszę?”. I było, jak obiecywał – nie ruszył się.

Share

2 komentarze

Gru 08 2010

To już trzy tygodnie

Published by under Hodowla,Inne,Kocięta,NFO

A nawet 3 tygodnie i dwa dni, kiedy na świat przyszły dzieci Milvy. Czy to rzeczywiście Agpamisy moich marzeń? Na początek przydały mi siwych włosów, bo postanowiły, że absolutnie nie zamierzają ssać sutków nigdy nie ssanych, zaanektowały 4 pierwsze i całymi dniami odchodzą walki o źródło pożywienia. Próby dokarmiania spełzły na niczym, bo albo ja nie umiem karmić z butelki, albo one nie są tak bardzo głodne, żeby z butelki jeść. Pociesza mnie myśl, że już za chwilę postawię im michę z mięsem. Kocięta zatem rosną sobie pomalutku, czym tez zestresowały mnie na początku, bo przyzwyczajona do przyrostów rzędu 20g na dobę, musiałam zadowolić się 10. a nawet 5. gramami. Milva pięknie sobie radzi z tak licznym przychówkiem, chociaż wrzaski bijących się przy cyckach maluchów trochę ją denerwują. Farrah wciąż zadziwia mnie kolorem i jestem coraz bardziej pewna, ze jest czarna srebrzysta cieniowana, czyli ns 11. Faye i Freddy zachwycają spojrzeniem, zresztą Frania też ma piękne skośne oczka. Dwa moje prześliczne rudaski cieszą mnie kolorami – Frank – ciemny, marchewkowy, Fred – blondynkowaty, z rewelacyjnym wyraźnym rysunkiem. Z niecierpliwością czekam na ich dalszy rozwój.

Share

One response so far

Lis 23 2010

I dreamed a dream

Published by under Hodowla,Kocięta,NFO

Tak sobie kiedyś wymarzyłam, żeby znaleźć dla Milvy kocura spokrewnionego z jej ojcem. Odnalezienie kryjącego przyrodniego brata okazało się niemożliwe. Szukałam więc kocura będącego wnukiem Odina de la Catchouteba. Oczywiście sam fakt  bycia wnukiem nie sprawiał, że kocur byłby dobrym partnerem dla Milvy. Chciałam, żeby było widać u niego cechy dziadka. Czyli, żeby był duży, futrzasty, miał idealny profil, groźne spojrzenie i piękne jasne srebro. Już kiedy miałam dać za wygraną, okazało się, że jest, jest taki kot. Pozostało mi tylko przekonać jego właścicielkę, poczekać na ruję, pokonać przeciwności losu i zawieźć Milvę na czas do krycia (dziękuję Rafał). I czekać na rezultat wizyty. Wizyty Milvy w hodowli Blue whitches*PL u Haltka Kotonland*PL. A rezultaty pojawiły się na świecie szybciej niż starsze kocięta Milvy, które zwykle przychodziły na świat między 66 a 68 dniem ciąży. F-kotki przybyły w 64 dniu. Po trwającej prawie 24 godziny pierwszej fazie porodu, w poniedziałek, 15 listopada, między 15.25 a 19.30 na świat przyszli: Freddy Mercury ns (09) 23 (ma tylko biały pompon), Fran Drescher ns 09 23, Frank Sinatra d(s) 22, Farah Fawcett ns 23/11, Fred Astaire ds 22 i Faye Dunaway f (s) 09 22.

Informacje na stronie z kociętami już wkrótce. Rodowód miotu.

Share

No responses yet

Wrz 23 2010

Odloty

Published by under Hodowla,Kocięta

W zeszłym roku mój tata przez cała wiosnę obserwował narodziny i rozwój pustułek. Para zagniazdowała naprzeciwko jego okien, we wnęce sąsiedniego budynku. Kiedy nadszedł ten dzień, najpierw jedno pisklę wyleciało z gniazda i nie umiało już w nim wylądować, więc usiadło na gałęzi pobliskiego drzewa i zaczęło rozpaczliwie nawoływać rodziców. Rodzice zajmowali się nim jeszcze przez jakiś czas, do chwili, kiedy usamodzielniło się na tyle, żeby mogło wyruszyć na spotkanie z dorosłym, samodzielnym życiem.

Tak też stało się u nas – kocięta rosły, rosły, stawały się coraz bardziej samodzielne, aż wreszcie nadszedł czas, żeby wyfrunąć z gniazda. Pierwsi wyprowadzili się Edzio, Rysio i Emusia (która zamieszkała w hodowli Nordhouse*PL). Potem Errol-Klon (zamieszkał ze swoim bratem Clarkiem). Ellen musiała poczekać tydzień, aż rana po kastracji się zagoi. Najdłużej z nami mieszkała Elizabeth, ale i ona już pofrunęła do nowego domu. Zrobi się pusto i spokojnie. U nas, bo w zaprzyjaźnionej hodowli Icemoon*PL – najazd Hunów 😀 Claudia Cardinale Agpamis*PL, czyli Claudunia na początku sierpnia urodziła aż 9 kociąt. Kocięta rosną jak na drożdżach i są coraz bardziej samodzielne. Ponieważ tatuś kociąt, Tobago z Alinatu*PL jest kremowo-biały, wszystkie jego córeczki są szylkretkami – mamy 5 szylkretek/blukremek i 4 chłopaków niebieskich i czarnych z białym lub bez. Niektóre kociaki są dymne – dobrze widać to na czarnych. Jesteśmy dumni z Clauduni, że tak dzielnie zajmuje się swoimi dziećmi. No i z Kasi, ponieważ bez jej pomocy, Claudnia wyglądałaby jak kościotrup. Nad socjalizacją maluchów czuwają córeczki Kasi i Sergiusza – pięcioletnia Gabrysia i dwuletnia Ania. Mamy więc pełną gwarancję, że kociaki nie będą się bały małych dwunogów (jak józkowe kocięta, nienawykłe do takich potworów) i będą przyzwyczajone do ciągłego noszenia i wożenia w wózeczku dla lalek.

Share

No responses yet

Sie 10 2010

Dorastanie

Published by under Hodowla,Kocięta

Jeszcze tylko jeden dzień dzieli nas od magicznego wieku 3 miesięcy, kiedy to wg wszelkich norm kocięta mogą się wyprowadzić z rodzinnego domu. Ale jakże tu wyprowadzać takie małe kotki, które właśnie odkryły radości wspólnej zabawy, które mama, tata i pozostali członkowie stada uczą najróżniejszych przydatnych w kocim życiu zachowań. Kocięta dowiadują się, jak wygląda atak, jakie dźwięki ostrzegawcze należy wydawać, kiedy się szykuje do skoku na drugiego kota. Uczą się, jak się czaić na mysz, jak ja łapać, jak zagryzać (Józia „zagryzła” trzy zabawkowe myszki). I teraz miałyby się wyprowadzać? Na całe szczęście nasze maluchy mogą pozostać ze sobą i resztą stada jeszcze kilka tygodni.
Maluchy… Po naszym powrocie okazało się, że nasze malutkie kotki wcale nie są takie malutkie. Tegoroczne dzieci Józi i Sydneya są zdecydowanie większe od swojego rok starszego rodzeństwa. Ciekawe, czy ma na to wpływ dieta? Zamiast mięsa, puszek i suchego, które jadły C-kotki, E-kotki jedzą suche i mieszankę mięsną, czyli BARF. Dziś, kiedy kończą 13 tygodni, dwa koty ważą ponad 2 kg, a pozostała czwórka równo po ok. 1,8 kg.

Nowe zdjęcia wszystkich kociaków są już w ich galerii.

Share

2 komentarze

Lip 05 2010

Nasze koty w nowych domach

Published by under Hodowla,Kocięta

Wszystkie kocięta z miotu D wyjechały do nowych domów. Diane-Siena zamieszkała z panem Marcinem, Donna-Mela, z panią Moniką i jej rodziną. Dostajemy maile z informacjami i zdjęciami, które sprawiają nam naprawdę wiele radości. A w sobotę do nowego domu przeprowadził się Donald, czyli Murzyn.
Rozstania są zawsze smutne, nawet, kiedy wiemy, że nowy dom jest najcudowniejszy na świecie. Smutno jest nam tym bardziej, kiedy kociak mieszkał z nami długo. I tak było w przypadku Murzyna, który 28 czerwca skończył pół roku. Murzyn, kotek diabełek, szaleniec i postnik. Kotek, który przypomniał, że warto chować kable, że torebki foliowe bardzo szeleszczą o 4 rano. I choć było nam bardzo smutno, kiedy w sobotnie południe Murzyn odjeżdżał razem z Kasią i Rafałem do nowego domu, to jak zobaczyłam po niecałej dobie te zdjęcia, uśmiechnęłam się przez łzy. Bo to przecież niemożliwe, kilka godzin po przyjeździe do nowego domu… Te koty po prostu czekały na siebie 🙂
Murzynku kochany, będziemy za tobą tęsknić, ale wiemy, że znalazłeś cudowny dom, ze wspaniałymi ludźmi i kocim przyjacielem, który po stracie brata tak bardzo tęsknił do drugiego kota. Życzymy Wam wszystkim wszystkiego najlepszego.

Share

2 komentarze

« Prev - Next »