Mar 08 2010

Kocięta czy koty

Napisane przez o 3:19 pm w Inne

Jak patrzę na rosnące Milvowe kociaki, zastanawiam się, kiedy przekroczyły granicę, przeistaczając się ze słodkich kuleczek w całkiem poważne kocie podrostki. Wciąż słodkie, oczywiście, ale jednak podrostki. Skończyły się przespane nieprzerwanym snem poranki. Skończyło zostawianie długopisów, ołówków i innych dobrze turlających się przedmiotów w pozornie niedostępnych miejscach. Teraz wszystkie miejsca są dostępne. Dlatego należy głęboko chować wszystko, na czym na zależy, ot choćby słuchawki do telefonu. Cieniutkie kabelki maję tę właściwość, że same, nie wiadomo jak, znajdują się w ostrych jak igiełki, mlecznych kocich ząbkach.

Nadszedł bowiem czas uważności, czas nakrywania twarzy kołdrą co rano, kiedy radosna przebiegająca hałastra traktuje cię, jak integralną część łóżka. Czas chodzenia krokiem posuwistym, żeby nie zdeptać małych łapek, materializujących się wraz z futrzastym ciałkiem, które niosą, nagle pod twoimi nogami, a przecież jesteś pewien, że ułamek sekundy temu ich tu nie było… Ja jednak bardzo lubię ten czas w życiu kociąt, bo to już jest czas zabawy – wszystko, co dobrze się turla można wynieść w zębach i poturlać po podłodze, najlepiej oczywiście o 5 rano. Ale oczywiście, to także my możemy się pobawić z kociakiem w turlanie piłeczki, czy przynoszenie zabawkowej grzechoczącej myszki. Możemy zabawić kociaki rzemykami na patyku, patrząc, który wyżej podskoczy lub który szybciej złapie rzemyki w zęby i, groźnie warcząc, będzie chciał nam zabrać całą zabawkę. Więc to chyba już są małe koty. Już można coś o nich powiedzieć, każdego z nich przedstawić.
Jedyny mężczyzna w tym gronie Donald, czarny Diabeł, który, ani nie jest kruczoczarny, ani nie ma diabelskiego charakteru. To czekoladowy Miś. Zabawka, Przytulanka. Wielki, futrzasty, od wygrzewania się na wiosennym (wciąż mamy nadzieję na odejście zimy) słoneczku brązowiutki Kocur.
Dziewczyny. Każda inna. Pierworodna Diane… Nazwałam ją Purchawką, nie dlatego, że się nadyma, ale że od urodzenia jest okrągła. To kolejne wcielenie babci Frygi i pradziadka Grepsa. Przecudny okrąglutki kotek norweski leśny w starszym typie. Niski na łapkach, ale nie za krótki, z przepiękną głową, ale nie za długą. No i futro. Futro, które dodaje jej krągłości, można czesać z przedziałkiem i zaplatać w warkoczyki. Diane jest bardziej niezależna, ale ma charakterek – to ona, warcząc, nosi w zębach „upolowane” zabawki.
Donna – złocista i letnia, jak dawczyni jej imienia. Wesoła  i psotna. Kiedy biegnie, jej ruda końcówka ogonka, jak malutki ogienek, pokazuje trasę, którą przebiegła. Bo kota, rzecz jasna, nie ma tam już ani śladu. Budową inna niż siostra – trochę drobniejsza, wyższa, z dłuższą głową i zupełnie innym futrem.
Wszystkie trzy razem? To trochę jak tajfun, a trochę, jak miłe ukojenie, kiedy położą się obok mnie i dadzą głaskać. Cóż… to magia kota.

Więcej zdjęć w galerii miotu

Share

Samotny komentarz

Samotny komentarz to “Kocięta czy koty”

  1. Magdalenaon 16 Mar 2010 at 4:26 pm

    Ślicznie Pani pisze o kotkach; właściciele kotów, obojętnie jakich, czytając tego bloga mogą powiedzieć: skąd ja to znam…:) Czekam na kolejne wiadomości o maluchach.

Trackback URI | Comments RSS

Zostaw komentarz