lip 15 2010

Koty w upalne lato

Napisane przez Agnieszka w Hodowla

No to mamy rok ekstremów –zima była przedwojenna, śnieżna, mroźna i długa – kota z radością korzystały z balkonu, najpierw ostrożnie stawiając łapki, potem kopiąc i tarzając się w śniegu. Po zimie przyszła pierwsza od wielu lat prawdziwa wiosna, z przedwiośniem, stopniowo wzrastającą temperaturą. A potem… potem zaczęło się szaleństwo. Zamiast ciepłego maja, mieliśmy zimny i deszczowy. Czerwiec także nie rozpieszczał nas pogodą. A lipiec całkiem już oszalał. Kto to widział takie ponad trzydziestodniowe upały, trwające już ponad 2 tygodnie, bez kropli deszczu. My ludzie, nie dajemy rady, a co dopiero koty ubrane w obfite futerka. Koty w mieszkaniach chowają się przed słońcem i skwarem wlewającym się przez okna w najciemniejsze i najchłodniejsze kąty– pod łóżka, do brodzika, do umywalki, pod szafki kuchenne, do pokojów, z których słońce już wyszło lub do tych, w które jeszcze nie weszło. Leżą do góry nogami, chłodząc ciało całą powierzchnią najmniej owłosionego brzucha. Kładą się też na boku, dotykając brzuchem do ścian. Wreszcie ziają, próbując schłodzić ciało przez pyszczek i język. A wśród norweskich leśnych kotów są i takie, które właśnie na lato ubierają się w najobfitsze futerka. Mam nadzieję, że ta izolacja działa też i w drugą stronę. Także kocięta, które normalnie w wieku 9 tygodni demolują mieszkanie, nie mają tyle energii. Poszaleją raniutko, tuż po wschodzie słońca, padają koło 7, żeby o 8 zjeść śniadanie i zaraz zapaść w drzemkę. A przecież szóstka dwumiesięcznych norwegów to istny tajfun. Zatem chyba należy się cieszyć :D Jedzenia idzie znacznie mniej – za to więcej wody. Trzeba stale pamiętać o sprawdzaniu, czy miska z wodą jest pełna. Trzeba się częściej wyczesywać, by choć trochę ulżyć grzejącym się pod tonami futra kocim ciałkom.

Udostępnij

Bez komentarzy

lip 05 2010

Nasze koty w nowych domach

Napisane przez Agnieszka w Hodowla, Kocięta

Wszystkie kocięta z miotu D wyjechały do nowych domów. Diane-Siena zamieszkała z panem Marcinem, Donna-Mela, z panią Moniką i jej rodziną. Dostajemy maile z informacjami i zdjęciami, które sprawiają nam naprawdę wiele radości. A w sobotę do nowego domu przeprowadził się Donald, czyli Murzyn.
Rozstania są zawsze smutne, nawet, kiedy wiemy, że nowy dom jest najcudowniejszy na świecie. Smutno jest nam tym bardziej, kiedy kociak mieszkał z nami długo. I tak było w przypadku Murzyna, który 28 czerwca skończył pół roku. Murzyn, kotek diabełek, szaleniec i postnik. Kotek, który przypomniał, że warto chować kable, że torebki foliowe bardzo szeleszczą o 4 rano. I choć było nam bardzo smutno, kiedy w sobotnie południe Murzyn odjeżdżał razem z Kasią i Rafałem do nowego domu, to jak zobaczyłam po niecałej dobie te zdjęcia, uśmiechnęłam się przez łzy. Bo to przecież niemożliwe, kilka godzin po przyjeździe do nowego domu… Te koty po prostu czekały na siebie :)
Murzynku kochany, będziemy za tobą tęsknić, ale wiemy, że znalazłeś cudowny dom, ze wspaniałymi ludźmi i kocim przyjacielem, który po stracie brata tak bardzo tęsknił do drugiego kota. Życzymy Wam wszystkim wszystkiego najlepszego.

Udostępnij

Samotny komentarz

lip 01 2010

Pan Kotek był chory…

Napisane przez Agnieszka w Inne

Jednak warto obserwować swojego kota, pilnować, ile razy dziennie chodzi do kuwety, ile czasu tam spędza i co tam zostawia. Oczywiście jest to prostsze, kiedy mamy jednego kota. Kiedy jest ich kilka, sprawa się komplikuje. Ale nie jest to niemożliwe do realizacji, jeśli tylko znamy swoje koty, wiemy na co zwrócić uwagę, rozpoznamy wtedy każde nietypowe zachowania, które mogą być symptomami choroby. Nie zaniepokoiłam się, kiedy Dafcio w sobotę dłużej kucał w kuwecie – zawsze sika długo, ale tym razem sikał długo i wysikał niedużo. Niedobrze, pomyślałam, i zaczęłam go obserwować. W poniedziałek sikał jeszcze, ale we wtorek rano intensywnie lizał się pod ogonem i warczał. No to mamy zapalenie pęcherza, a już od tak dawna (2,5 roku) było dobrze.Nauczka dla mnie – nie wolno oszczędzać na karmie. Urinary droższej firmy nie równa się Urinary tańszej.
A Panu Bogu w kotach nie udał się układ moczowy. Trudno, każdy gatunek ma swoją piętę achillesową. Koty mają słaby układ moczowy. Skłonność do chorób układu moczowego jest związana z genami – czyli mamy pewne rodziny bardziej narażone na choroby, z dietą – niewskazane są pokarmy wysokobiałkowe, bogate w magnez, fosfor, wapń, chlorki i włókno, ze zbyt małym spożyciem płynów, wiekiem i trybem życia – brak ruchu, nadwaga, stres oraz częściowo z płcią – o ile obie płcie równie często chorują na SUK, to u kocurów częściej zatyka się cewka moczowa (jest to związane z jej budową).
Najczęstszym objawem kłopotów z pęcherzem jest posikiwanie po kątach, częste lizanie pod ogonem, częste wizyty w kuwecie i kłopot z oddaniem moczu. No i ogromna bolesność, pieczenie ujścia cewki.  Często lekceważymy pierwsze objawy. Pokutują w nas stereotypy – kot sika po kątach, po łóżkach, na ubrania, bo jest złośliwy. Często nie rozumiemy, że kot nie umie inaczej na zasygnalizować, że coś go boli. Boli, kiedy sika w kuwecie, więc idzie sikać gdzie indziej. A zbadanie moczu? Toż to fanaberia! Ja mam śledzić mojego kota w kuwecie? Podstawiać mu pod ogon pudełko? A potem nieleczone zapalenie pęcherza przenosi się na nerki, mamy niewydolność nerek, które często kończy się tragicznie dla kota. A wystarczyło zareagować wcześniej.
Pierwsze dafciowe zapalenie pęcherza, 3,5 roku temu objawiło się próbą nasikania do malutkiej kocięcej kuwetki w kojcu. Była dwunasta w nocy z piątku na sobotę. Telefon do przyjaciela, porada i rano wizyta u doktora. W sobotę łapanie moczu – tylko zapalenie pęcherza, nie ma kryształów. Po wyleczeniu zapalenia, Dafcio przerzucony na Urinary czuł się wspaniale. Rok później próba odchudzania (karma wysokobiałkowa niskokaloryczna) spowodowała krwotoczne zapalenie pęcherza. Od tamtej pory Dafcio je tylko niskobiałkowe karmy. Ale niestety, jak widać, producent ma znaczenie. Wracamy do Walthama, zwłaszcza, że ma teraz karmę specjalnie dla Duffiego – Urinary o zmniejszonej kaloryczności.
Wczoraj Dafcio właściwie spał cały czas. Wysoka temperatura powietrza, nie pomaga. Dziś już czuje się lepiej, antybiotyk zaczął działać. Zdrowiej mój kotku, kuruj się.  Dawno, dawno temu, kiedy źle się czułeś, Szymon mówił: „Taki jesteś Daficzku bledziutki”. Nabierz kolorków, Dafciu, leć pobawić się z prawnuczętami, które nieoczekiwanie dla nikogo skończyły 7 tygodni. Ich nowe zdjęcia można obejrzeć w Galerii miotu E.

Udostępnij

Samotny komentarz

cze 25 2010

Kot, także norweski leśny, musi znać swoje miejsce

Napisane przez Agnieszka w Hodowla

Od kilku dni zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze wychowuję swoje koty? A może jest tak, że to one mnie, nas wszystkich, wychowały. Powodem do refleksji stała się wypowiedź, którą przeczytałam na kocim forum: „(…) Jak to ja się śmieję: wzięłam kota z czystą kartą. (…). Jak trafił do mnie nie miałam problemu z nauczeniem go zasad, bo nie miał złych (jak dla mnie) nawyków.
I tak: Lucek nie interesuje się ludzkim jedzeniem (mogę nawet talerz zostawić i on powącha i idzie) bo od początku nikt mu nie dawał nic od stołu i nic z ręki, dzięki temu możemy spokojnie jeść. Nie pcha się i nie śpi też w łóżku (ma swój dywanik na którym śpi, i wchodzi na kanapę tylko jak nie ma pościeli). Nie wymusza niczego miauczeniem, bo kilka razy próbował przyspieszyć tak posiłek i w efekcie nie dość, że go zignorowałam to dostał dopiero jak się uspokoił. Gada tylko z nami jak sami go zaczepiamy, albo jak strasznie musi się pożalić po wizycie u weta.
Między innym dlatego bałabym się wziąć kota z hodowli, bo widziałam niektóre takie, gdzie kotki od maleńkiego śpią w łóżku, koty podczas jedzenia zaglądają właścicielowi do talerza, chodzą po blatach w kuchni i wszędzie. Ja rozumiem ogromną miłość tych hodowców do zwierząt i wiem, że wiele osób uważa, że nie do pomyślenia jest nie spanie z kotem w łóżku, ale moim zdaniem zwierze to jednak zwierze. (…) Moim zdaniem takie “wychowanie” kota nie odejmuje mu nic z kociowatości. Każdy w domu powinien znać swoje miejsce. A spaniem leżeniem z włochatym pluszakiem mogę się podelektować na kanapie.”

No więc nie wiem, czy moje koty znają swoje miejsce. Ale jak tylko Michał szykuje się do spania, na jego kołdrze układa się Dafcio i Józka. Fryga wieczorem niegrzecznie zapędza mnie do snu, żeby, jak tylko się wypoziomuję, położyć mi się na podołku. No chyba, że Szymon położy się spać przede mną, wtedy wygrzewa mu kręgosłup piersiowy. Gada do nas Józka. Właściwie do nas mało, teraz głównie gada do dzieci. Okropnie marudzi, żeby przyszły, zobaczyły, bo ona ma myszkę zabawkową, ale prawie taką, jak prawdziwa i tak się je myszkę, zobaczcie. Jak nie ma kociąt, to zdarza jej się zagadać do nas. Ale rzadko. Szkoda. Podobno jej mama, Fela, mówi więcej. Fryga czasami zagada. Ale tylko zaczepiona. Chyba to znaczy, że jest grzeczna albo dobrze wychowana. Sydney gada tylko, kiedy niebezpiecznie podnosi mu się poziom testosteronu. Niestety łączy się to z poszukiwaniami ściany, na którą mógłby siknąć. Jeśli uda mi się zobaczyć ten moment, zaganiam go do kuwety. Zatem, może jest grzeczny, albo dobrze wychowany, bo znaczy wtedy kuwetę, od środka. Dafcio nic nie mówi, za to trąca łapką. Nauczył się tego od Miluni, która ten gest dostała z genami swojego ojca. Kiedy chce, żeby zwrócić na nią uwagę, siada obok i trąca łapką. Trzeba ją wtedy pogłaskać lub zaprosić na kolana. A Dafciowi, kiedy trąca łapką, trzeba po prostu dać jeść. Bo na pewno jest właśnie godzina karmienia głodnych kotków. Bo Dafcio jest kotem Pawłowa, kotem z zegarkiem w żołądku. Z dokładnością do kwadransa sygnalizuje godzinę posiłku. Rano, kiedy jest wystarczająco wcześnie, robi to delikatnie. Ale jeśli zaśpię, robi się mniej subtelny. Puka mnie po twarzy łapką z delikatnie wysuniętymi pazurkami, a jeśli uda mi się przykryć twarz, z całą mocą swoich prawie 8 kilogramów, wpycha się pode mnie, usiłując zrzucić z łóżka, albo przynajmniej odwrócić z boku na plecy. Mam wstać i nakarmić.
Cieszę się z interakcji z moimi kotami. Nie sądziłam, że komuś może to przeszkadzać, wszak kot, to nie pies. Bo to przecież psy mają panów, a koty mają służących. Lubię służyć moim kotom, otrzymując w zamian kojące mruczenie, ciepło kociego ciała i miękkość kociego futra, które mogę głaskać, zasypiając.

Udostępnij

2 komentarzy

cze 16 2010

Jesteśmy duzi – mamy 5 tygodni

Napisane przez Agnieszka w Kocięta

Kociaki rosną, powoli zaczynają kształtować się ich charaktery. A może po prostu, pomalutku pokazują, co potrafią? A potrafią już drzeć się tak głośno, żeby zerwać zaspanego człowieka o 4 rano, bo na pewno dzieje się im krzywda. Najgłośniej drze się Ellen, nawet nie wiedziałam, ze w tym malutkim ciałku jest taki GŁOS. Darcie się jest protestem przeciwko więzieniu. One już nie chcą być zamknięte, już przecież umieją biegać, chcą biegać jak najwięcej. Nie pomaga mi też Józka, która także uważa, że kojec to miejsce, które trzeba opuścić jak najszybciej, a najlepiej samodzielnie. Kładzie się więc z jednej strony zagrody nawołując kocięta do wyjścia. Z drugiej strony największe rozdarciuchy komunikują, że wyjść jeszcze nie potrafią, więc niech mama do nich przyjdzie i z nimi posiedzi, albo pomoże im wyjść stamtąd. Zatem wrzask od samego rana. Myślę, że robią się też coraz bardziej głodne. Jedzą już dwa samodzielne posiłki i idzie im to bardzo sprawnie.

Podczas dzisiejszych zdjęć kocięta zaprezentowały swoje norweskie charaktery, więc mogę już o nich coś powiedzieć. Ellen dobrze wie, czego chce – bawić się, biegać i wyjść z kojca. Już czas. Swoje potrzeby komunikuje donośnym głosem. Edek – drugi zabawowy kotek, jemu już udało się złapać za brzeg kojca, ale na szczęście nie zapamiętał, jak to się robi. Kombinuje jak wyjść, ale się tak nie wydziera. Eric i Emma – oni wiedzą, że jeśli będą głośno miauczeć, ktoś przyjdzie i weźmie na ręce. Są odważni, nie boją się niczego. Elizabeth – spokojna, ciągle przyczajona, nie przepada, jak się ją podnosi – lubi czuć ziemię wszystkimi czterema łapkami. I Errol – myśliciel. Jak się zaduma, potrafi siedzieć i patrzeć w jeden punkt przez dłuższą chwilę.

Udostępnij

Bez komentarzy

cze 11 2010

I znowu kojec

Napisane przez Agnieszka w Hodowla, Kocięta

Jak ten cykl się powtarza. Z koszyka do kojca. Kociaki osiągnęły ten etap rozwoju, że trzeba je było przenieść do kojca. Razem z nimi powędrował tam płytszy koszyk, z którego łatwo wychodzić na krótkie spacery i mała kuwetka z drewnianym żwirkiem, do której łatwo wejść, a spożycie kilku drewnianych kulek nie spowoduje zapchania się jelitek. Już po kilku dniach w kuwecie pojawiły się pierwsze mokre plamy i pierwsza prawdziwa kupa, ponieważ kociaki zaczęły jeść mięso i biały ser. Pierwsza na gerberka rzuciła się najmniejsza Ellen, czego skutkiem był natychmiastowy wzrost wagi. Do dziś gerberka nie chciał jeść tylko Eric. Ale cóż się dziwić, skoro urodził się największy i wciąż w rankingu wagowym prowadzi (640g na 4 tygodnie). Widać mleko mamy mu wystarcza. Ciekawe, jak długo pozostanie największy, bo Errol już dziś pałaszował sam ze spodeczka.
Można godzinami patrzeć, jak bawią się, biegając niezdarnie. Patrzę na te maluchy i szukam podobieństw. Do rodziców, dziadków, starszego rodzeństwa. Emma jest podobna do Józki. Errol do Claudii i Sydneya, Edek do Clinta, Ellen do dziadka Piotrusia (Petera Pana). Nie umiem dopasować tylko Elizabeth i Erica. Z twarzy podobni zupełnie do nikogo ;) Zdjęcia kociąt do obejrzenia w Galerii miotu E.

Udostępnij

Bez komentarzy

maj 25 2010

Majowe kocięta Józki

Napisane przez Agnieszka w Hodowla, Kocięta

Czas leci tak szybko, 17 maja pierwsze kocięta Józi skończyły rok. Z okazji pierwszych urodzin dostałam zdjęcia wszystkich roczniaków. Koty wyrosły duże, kocury i największa z kocic (i jedyna kastratka) Cassandra, ważą ok. 6kg, dziewczynki w hodowlach Claudia i Catherine, ok. 5kg. Nowe zdjęcia są w galerii miotu. Naprawdę przepiękne koty norweski leśne z nich wyrosły! Wielkie, futrzaste i z tym wspaniałym norweskim spojrzeniem Nowe zdjęcia miotu C można obejrzeć w jego Galerii na końcu. A zdjęcia Claudii na jej stronie, Catherine na jej stronie i Cola na jego stronie.
11.05 tego roku Józia urodziła kolejne sześcioraczki. Znów zrobiła to całkiem sama, jednak tym razem dane mi było popatrzeć, jak to robi. Zatem – robi to szybko, sprawnie i cichutko. W tym roku, podobnie, jak w zeszłym, Józia urodziła 3 koteczki i 3 kocurki, podobnie, jak w zeszłym roku mamy2 kociaki niebieskie, nie mamy bikolora, ale za to mamy tylko jednego kociaka bez białego, mamy więcej pręgusów (aż 4), ale za to same tygrysy i jeszcze więcej kociąt srebrzystych – aż 5. I tegoroczne kociaki są większe, niż zeszłoroczne. Zatem przedstawiamy w kolejności przychodzenia na świat.
Pierwszy: Edward Norton ns 09. Bardzo piękny dymny Kocurek, Duży i mocny (115g). Druga: Ellen Pompeo as 23. Koteczka, jedyna w całym miocie bez białego, o najkrótszym ciałku, troszkę nie z tej bajki, ale rośnie, jak pozostałe kociaki (105g). Trzeci: Errol Flynn as 09. Wielki, okrągły, z dużą głową, bardzo podobny do Sydneya – na razie tylko rozłożeniem białego, zobaczymy, jak będzie się rozwijał dalej (115g). Czwarta: Elizabeth Taylor n 09 23. Jedyna niesrebrzysta dziewczynka. Największa, bardzo długa, jedyny kociak z białym bez białego na pyszczku (110g). Piąta: Emma Thompson ns 09 23. Śliczna dziewczynka z ładnym sreberkiem, równo rozłożonym białym, na początku bardzo krzykliwa, teraz spokojniutka (105g). Szósty i ostatni, największy i najbardziej krzykliwy: Eric Dane ns 09 23. Jaśniutki srebrzysty kocurek, z najdłuższą głową, mocny i długi (120g). Zdjęcia kociaczków w różnych fazach wzrostu do obejrzenia w ich własnej Galerii oraz na stronie z Kociętami.
Cały czas czeka na swojego człowieka syn Milvy i Fafnira – Donald Faison, wielki, coraz czarniejszy i coraz piękniejszy kocur. Jego ostatnie zdjęcia do obejrzenia w Galerii miotu D. Donald jest wielkim kocurem, waży już 3,5 kg. Po przodkach odziedziczył zielone oczy, którymi czaruje wszystkich. Jeśli marzysz o czarnym, zielonookim, wielkim kocie, lubisz, kiedy kot towarzyszy ci w domu – to Donald jest kotem dla ciebie.

Udostępnij

Bez komentarzy

maj 09 2010

…i kwitnie miesiąc maj…

Napisane przez Agnieszka w Inne

Kwiecień przeleciał nie wiadomo kiedy, kwietniowe wpisy pozostały w moich notatkach i trochę się zdezaktualizowały. W kwietniu, 12 kwietnia, Milva skończyła 7 lat. I weszła w związku z tym do szacownego grona weteranów, gdyby oczywiście kiedykolwiek chciała jeszcze pojechać na kocią wystawę. Nie podejrzewam jednak, żeby chciała. Ale także dla producentów kocich karm 7 lat, to jakaś granica. Czy siedmioletni kot jest już stary? I tak właściwie, ile żyje kot norweski leśny? To też miał być temat jednego z kwietniowych wpisów, ponieważ na początku kwietnia pożegnaliśmy, jednego z protoplastów kotów norweskich leśnych w Polsce. W wieku 15 lat odszedł Bergansius Sardanas. Dziadek m.in. naszego Duffiego. Czy możemy przyjąć, że kot norweski leśny żyje 15 lat? Czyli, wg tego, co wyczytałam w jednym z artykułów w sieci, gdzie pani doktor Maja Ingarden pisze: „Właściciele często zastanawiają się – czy ich pies/kot jest już stary, czy nie? I gdzie jest ta granica, kiedy psa czy kota zaczyna się traktować jako seniora? Otóż uważa się, że zwierzę wkracza w wiek geriatryczny, gdy rozpoczyna się ostatni trymestr przewidywanej dla danej rasy długości życia.”, nasze koty wkraczają w starość, kiedy skończą 10 lat. Muszę powiedzieć o tym Dafciowi, który przeżywa drugą młodość ganiając się z Donaldem, czy Frydze (która ma co prawda dopiero 9,5 roku), która także z nim szaleje i przynosi mu, miaucząc, rzemyczki na patyku do zabawy.
A kiedy patrzę na czarnego Donalda, widzę też innego czarnego kotka, który nie tylko nie dożył 10 lat, nie dożył nawet swoich pierwszych urodzin, bo odszedł w wieku zaledwie 10 miesięcy. To Lucyfer Dwa Susy*PL. Wyrwany śmierci w czerwcu zeszłego roku, odszedł za tęczowy most 5 maja tego. Już bryka ze swoim rodzeństwem. Już mu lekko, spokojnie, chociaż to przecież nie tak miało być. Niestety i tak się zdarza, że mimo naszych największych starań, nie możemy nic poradzić. I czasami nasi futrzaści przyjaciele towarzyszą nam przez długie lata, a czasami odchodzą zbyt szybko. Zawsze już czarne norwegi będą przypominać mi Lusia.

Udostępnij

Bez komentarzy

mar 29 2010

Wiosna – sezon balkonowy uznajemy za otwarty

Napisane przez Agnieszka w Inne

Ponieważ zrobiło się ciepło, a wszystkie ważne szczepienia już działają, nasze kochane maleństwa zostały wypuszczone na balkon. Nie podejrzewałam, ile radości małym kotkom mogą dostarczyć 2 m3 świeżego powietrza. Przesiadują na balkonie całe dnie obserwując kawki, które wydziubały sobie dziurę na gniazdo pod okapem dachu. Patrzą też na gołębie, sroki i wrony, które latają koło naszego domu i przysiadają na dachu bloku naprzeciwko. Maluchy nauczyły się od starszych szczekać na niedostępną zdobycz. Szczekają więc małe i duże, dodatkowo Milva wyje i próbuje zagnać Donnę do domu. Nie wiem dlaczego, ale właśnie ta koteczka jest jej ukochanym dzieckiem. Kilka razy Milva wnosiła Donnę do domu, trzymając ja za kark, albo zaganiała ją przed sobą, głośno miaucząc. Nic a nic nie przeszkadza jej wylegujący się na półeczce Donald, czy Diane. Ważne jest, żeby Donna była bezpieczna. Na szczęście już po kilku dniach balkonowego wietrzenia, troskliwa kocia mama pozwoliła ukochanej córce wygrzewać się w promieniach słonecznych bez dozoru, z czego nasza wdzięczna szylkretunia skwapliwie korzysta.

Standardowo reszta balkonowych zdjęć w Galerii D-miotu.

Udostępnij

Bez komentarzy

mar 22 2010

Marcowi jubilaci

Napisane przez Agnieszka w Inne

Marzec, to u nas miesiąc kocich urodzin. A właściwie urodzin kocurzych. 10.03 urodziny miał Sydney. Nasz głupiutki, chudy, niebieski kotek skończył w tym roku 5 lat. Myślicie, że jak na pięciolatka przystało, zrobił się dostojnym, spokojnym kotkiem? Nic bardziej mylnego. To wieczny szałaput, który wyskakiwanie zza węgła i pogoń przez całe mieszkanie, ze skręcaniem przy dźwiękach dartego parkietu, uważa za najlepszą zabawę. Jego sposób zabawy rozumie tylko Józka i kociaki, jeśli akurat jakieś dorastają w naszym domu. Wszystkie inne koty biorą to za atak i zabawa przestaje być zabawą. Wiele radości sprawia mu też denerwowanie Duffiego. Sydney z wielką radością zajmuje mu jego ulubione miejsca, kładzie się tam do góry brzuchem lub wyciąga na całą swoją długość (a długi, to on jest, trzeba przyznać) i czeka, kiedy król przyjdzie upomnieć się o należne mu miejsce. A król przychodzi i jest wściekły. Nasz drugi marcowy jubilat, Duffy, nie przepada bowiem za swoim młodszym kolegą, żeby nie powiedzieć wprost – bardzo go nie lubi. Bo jakże lubić kogoś, kto wyskakuje zza kanapy i macha łapami przed nosem? Jak się nie denerwować takim zachowaniami, kiedy ma się 11 lat (urodziny już w najbliższą środę, 24.03) i jest się naprawdę poważnym kotkiem? Wszystkiego najlepszego moi niebiescy panowie, samych radości w życiu i niech wam te rozrabiaki (które tu, na zdjęciu, wyglądają tak niewinnie) bardzo nie dokuczają.

Udostępnij

Samotny komentarz

Next »