Paź 10 2010

Norweski leśny czy maine coon

Napisane przez w Inne

Norweski leśny, czy maine coon? A może syberyjski? Koty północne, koty leśne, koty ukształtowane przez klimat i trochę pewnie, w ciągu lat hodowli, przez człowieka. Bo w końcu chcemy, żeby się czymś od siebie  te rasy różniły. Porównanie standardów mamy na tej stronie www.kotymainecoon.pl . Widać, że się różnią, prawda? A kocięta? Tuż po urodzeniu niemal identycznie, już po kilku tygodniach różnią się diametralnie – tu porównanie kotek w podobnych kolorach w hodowli kotów norweskich leśnych Icemoon*PL i Maine coonów Fluffycoons*PL. Widać już norweską trójkątną głowę i uszy będące przedłużeniem jej linii i kwadratową kufę Maine coona z wysoko osadzonymi uszami. A na wystawach? Często zupełnie nijaki Maine coon wygrywa ze zjawiskowym norwegiem, ponieważ jest po prostu duży. No tak, owszem, obydwie rasy mają w standardzie informację, że duży… jednak Maine coon jest większy niż norweski leśny. Ale, czy sędziowie o tym pamiętają? Duży to duży, a ponieważ ten większy… Tęsknię do chwili, kiedy sędzia weźmie standard, kartkę i będzie sumował punkty. W końcu każda cecha, każda część ciała ma swoja punktację. Ot choćby kolor. U norweskich leśnych całkiem niedawno wprowadzono 5pkt za kolor. Zostały odjęte od ogólnej punktacji za futro – 25pkt zostało pomniejszone o 5pkt, które przesunięto do nowej cechy – KOLOR. Jednak sędziowie są niedouczeni. Coś, gdzieś słyszeli, ale nie bardzo wiedzą z czym to połączyć, więc mamy takie kwiatki, jak zarzut w stosunku do burego kota, że jest ruficzny, czy nieprzyznanie certyfikatu rudemu kocurowi wg rodowodu pręgowanemu, bo jednak być może genetycznie pręgowany nie jest. Ale w końcu wystawiamy i oceniamy koty wg fenotypu, prawda? Ale sędziowie już o tym nie pamiętają. Poza tym, to takie trudne słowa… Szkoda tylko, że nie chcą skorzystać z krótkiego wykładu o danej rasie, proponowanego przez kluby ras. Jakoś sędziowie innych organizacji, np. TICA, z wielką radością uczestniczą w takich seminariach organizowanych np. przed wystawami.

Share

Bez komentarzy

Wrz 23 2010

Odloty

Napisane przez w Hodowla,Kocięta

W zeszłym roku mój tata przez cała wiosnę obserwował narodziny i rozwój pustułek. Para zagniazdowała naprzeciwko jego okien, we wnęce sąsiedniego budynku. Kiedy nadszedł ten dzień, najpierw jedno pisklę wyleciało z gniazda i nie umiało już w nim wylądować, więc usiadło na gałęzi pobliskiego drzewa i zaczęło rozpaczliwie nawoływać rodziców. Rodzice zajmowali się nim jeszcze przez jakiś czas, do chwili, kiedy usamodzielniło się na tyle, żeby mogło wyruszyć na spotkanie z dorosłym, samodzielnym życiem.

Tak też stało się u nas – kocięta rosły, rosły, stawały się coraz bardziej samodzielne, aż wreszcie nadszedł czas, żeby wyfrunąć z gniazda. Pierwsi wyprowadzili się Edzio, Rysio i Emusia (która zamieszkała w hodowli Nordhouse*PL). Potem Errol-Klon (zamieszkał ze swoim bratem Clarkiem). Ellen musiała poczekać tydzień, aż rana po kastracji się zagoi. Najdłużej z nami mieszkała Elizabeth, ale i ona już pofrunęła do nowego domu. Zrobi się pusto i spokojnie. U nas, bo w zaprzyjaźnionej hodowli Icemoon*PL – najazd Hunów 😀 Claudia Cardinale Agpamis*PL, czyli Claudunia na początku sierpnia urodziła aż 9 kociąt. Kocięta rosną jak na drożdżach i są coraz bardziej samodzielne. Ponieważ tatuś kociąt, Tobago z Alinatu*PL jest kremowo-biały, wszystkie jego córeczki są szylkretkami – mamy 5 szylkretek/blukremek i 4 chłopaków niebieskich i czarnych z białym lub bez. Niektóre kociaki są dymne – dobrze widać to na czarnych. Jesteśmy dumni z Clauduni, że tak dzielnie zajmuje się swoimi dziećmi. No i z Kasi, ponieważ bez jej pomocy, Claudnia wyglądałaby jak kościotrup. Nad socjalizacją maluchów czuwają córeczki Kasi i Sergiusza – pięcioletnia Gabrysia i dwuletnia Ania. Mamy więc pełną gwarancję, że kociaki nie będą się bały małych dwunogów (jak józkowe kocięta, nienawykłe do takich potworów) i będą przyzwyczajone do ciągłego noszenia i wożenia w wózeczku dla lalek.

Share

Bez komentarzy

Sie 10 2010

Dorastanie

Napisane przez w Hodowla,Kocięta

Jeszcze tylko jeden dzień dzieli nas od magicznego wieku 3 miesięcy, kiedy to wg wszelkich norm kocięta mogą się wyprowadzić z rodzinnego domu. Ale jakże tu wyprowadzać takie małe kotki, które właśnie odkryły radości wspólnej zabawy, które mama, tata i pozostali członkowie stada uczą najróżniejszych przydatnych w kocim życiu zachowań. Kocięta dowiadują się, jak wygląda atak, jakie dźwięki ostrzegawcze należy wydawać, kiedy się szykuje do skoku na drugiego kota. Uczą się, jak się czaić na mysz, jak ja łapać, jak zagryzać (Józia „zagryzła” trzy zabawkowe myszki). I teraz miałyby się wyprowadzać? Na całe szczęście nasze maluchy mogą pozostać ze sobą i resztą stada jeszcze kilka tygodni.
Maluchy… Po naszym powrocie okazało się, że nasze malutkie kotki wcale nie są takie malutkie. Tegoroczne dzieci Józi i Sydneya są zdecydowanie większe od swojego rok starszego rodzeństwa. Ciekawe, czy ma na to wpływ dieta? Zamiast mięsa, puszek i suchego, które jadły C-kotki, E-kotki jedzą suche i mieszankę mięsną, czyli BARF. Dziś, kiedy kończą 13 tygodni, dwa koty ważą ponad 2 kg, a pozostała czwórka równo po ok. 1,8 kg.

Nowe zdjęcia wszystkich kociaków są już w ich galerii.

Share

2 komentarze

Lip 15 2010

Koty w upalne lato

Napisane przez w Hodowla

No to mamy rok ekstremów –zima była przedwojenna, śnieżna, mroźna i długa – kota z radością korzystały z balkonu, najpierw ostrożnie stawiając łapki, potem kopiąc i tarzając się w śniegu. Po zimie przyszła pierwsza od wielu lat prawdziwa wiosna, z przedwiośniem, stopniowo wzrastającą temperaturą. A potem… potem zaczęło się szaleństwo. Zamiast ciepłego maja, mieliśmy zimny i deszczowy. Czerwiec także nie rozpieszczał nas pogodą. A lipiec całkiem już oszalał. Kto to widział takie ponad trzydziestodniowe upały, trwające już ponad 2 tygodnie, bez kropli deszczu. My ludzie, nie dajemy rady, a co dopiero koty ubrane w obfite futerka. Koty w mieszkaniach chowają się przed słońcem i skwarem wlewającym się przez okna w najciemniejsze i najchłodniejsze kąty– pod łóżka, do brodzika, do umywalki, pod szafki kuchenne, do pokojów, z których słońce już wyszło lub do tych, w które jeszcze nie weszło. Leżą do góry nogami, chłodząc ciało całą powierzchnią najmniej owłosionego brzucha. Kładą się też na boku, dotykając brzuchem do ścian. Wreszcie ziają, próbując schłodzić ciało przez pyszczek i język. A wśród norweskich leśnych kotów są i takie, które właśnie na lato ubierają się w najobfitsze futerka. Mam nadzieję, że ta izolacja działa też i w drugą stronę. Także kocięta, które normalnie w wieku 9 tygodni demolują mieszkanie, nie mają tyle energii. Poszaleją raniutko, tuż po wschodzie słońca, padają koło 7, żeby o 8 zjeść śniadanie i zaraz zapaść w drzemkę. A przecież szóstka dwumiesięcznych norwegów to istny tajfun. Zatem chyba należy się cieszyć 😀 Jedzenia idzie znacznie mniej – za to więcej wody. Trzeba stale pamiętać o sprawdzaniu, czy miska z wodą jest pełna. Trzeba się częściej wyczesywać, by choć trochę ulżyć grzejącym się pod tonami futra kocim ciałkom.

Share

Bez komentarzy

Lip 05 2010

Nasze koty w nowych domach

Napisane przez w Hodowla,Kocięta

Wszystkie kocięta z miotu D wyjechały do nowych domów. Diane-Siena zamieszkała z panem Marcinem, Donna-Mela, z panią Moniką i jej rodziną. Dostajemy maile z informacjami i zdjęciami, które sprawiają nam naprawdę wiele radości. A w sobotę do nowego domu przeprowadził się Donald, czyli Murzyn.
Rozstania są zawsze smutne, nawet, kiedy wiemy, że nowy dom jest najcudowniejszy na świecie. Smutno jest nam tym bardziej, kiedy kociak mieszkał z nami długo. I tak było w przypadku Murzyna, który 28 czerwca skończył pół roku. Murzyn, kotek diabełek, szaleniec i postnik. Kotek, który przypomniał, że warto chować kable, że torebki foliowe bardzo szeleszczą o 4 rano. I choć było nam bardzo smutno, kiedy w sobotnie południe Murzyn odjeżdżał razem z Kasią i Rafałem do nowego domu, to jak zobaczyłam po niecałej dobie te zdjęcia, uśmiechnęłam się przez łzy. Bo to przecież niemożliwe, kilka godzin po przyjeździe do nowego domu… Te koty po prostu czekały na siebie 🙂
Murzynku kochany, będziemy za tobą tęsknić, ale wiemy, że znalazłeś cudowny dom, ze wspaniałymi ludźmi i kocim przyjacielem, który po stracie brata tak bardzo tęsknił do drugiego kota. Życzymy Wam wszystkim wszystkiego najlepszego.

Share

2 komentarze

Lip 01 2010

Pan Kotek był chory…

Napisane przez w Inne

Jednak warto obserwować swojego kota, pilnować, ile razy dziennie chodzi do kuwety, ile czasu tam spędza i co tam zostawia. Oczywiście jest to prostsze, kiedy mamy jednego kota. Kiedy jest ich kilka, sprawa się komplikuje. Ale nie jest to niemożliwe do realizacji, jeśli tylko znamy swoje koty, wiemy na co zwrócić uwagę, rozpoznamy wtedy każde nietypowe zachowania, które mogą być symptomami choroby. Nie zaniepokoiłam się, kiedy Dafcio w sobotę dłużej kucał w kuwecie – zawsze sika długo, ale tym razem sikał długo i wysikał niedużo. Niedobrze, pomyślałam, i zaczęłam go obserwować. W poniedziałek sikał jeszcze, ale we wtorek rano intensywnie lizał się pod ogonem i warczał. No to mamy zapalenie pęcherza, a już od tak dawna (2,5 roku) było dobrze.Nauczka dla mnie – nie wolno oszczędzać na karmie. Urinary droższej firmy nie równa się Urinary tańszej.
A Panu Bogu w kotach nie udał się układ moczowy. Trudno, każdy gatunek ma swoją piętę achillesową. Koty mają słaby układ moczowy. Skłonność do chorób układu moczowego jest związana z genami – czyli mamy pewne rodziny bardziej narażone na choroby, z dietą – niewskazane są pokarmy wysokobiałkowe, bogate w magnez, fosfor, wapń, chlorki i włókno, ze zbyt małym spożyciem płynów, wiekiem i trybem życia – brak ruchu, nadwaga, stres oraz częściowo z płcią – o ile obie płcie równie często chorują na SUK, to u kocurów częściej zatyka się cewka moczowa (jest to związane z jej budową).
Najczęstszym objawem kłopotów z pęcherzem jest posikiwanie po kątach, częste lizanie pod ogonem, częste wizyty w kuwecie i kłopot z oddaniem moczu. No i ogromna bolesność, pieczenie ujścia cewki.  Często lekceważymy pierwsze objawy. Pokutują w nas stereotypy – kot sika po kątach, po łóżkach, na ubrania, bo jest złośliwy. Często nie rozumiemy, że kot nie umie inaczej na zasygnalizować, że coś go boli. Boli, kiedy sika w kuwecie, więc idzie sikać gdzie indziej. A zbadanie moczu? Toż to fanaberia! Ja mam śledzić mojego kota w kuwecie? Podstawiać mu pod ogon pudełko? A potem nieleczone zapalenie pęcherza przenosi się na nerki, mamy niewydolność nerek, które często kończy się tragicznie dla kota. A wystarczyło zareagować wcześniej.
Pierwsze dafciowe zapalenie pęcherza, 3,5 roku temu objawiło się próbą nasikania do malutkiej kocięcej kuwetki w kojcu. Była dwunasta w nocy z piątku na sobotę. Telefon do przyjaciela, porada i rano wizyta u doktora. W sobotę łapanie moczu – tylko zapalenie pęcherza, nie ma kryształów. Po wyleczeniu zapalenia, Dafcio przerzucony na Urinary czuł się wspaniale. Rok później próba odchudzania (karma wysokobiałkowa niskokaloryczna) spowodowała krwotoczne zapalenie pęcherza. Od tamtej pory Dafcio je tylko niskobiałkowe karmy. Ale niestety, jak widać, producent ma znaczenie. Wracamy do Walthama, zwłaszcza, że ma teraz karmę specjalnie dla Duffiego – Urinary o zmniejszonej kaloryczności.
Wczoraj Dafcio właściwie spał cały czas. Wysoka temperatura powietrza, nie pomaga. Dziś już czuje się lepiej, antybiotyk zaczął działać. Zdrowiej mój kotku, kuruj się.  Dawno, dawno temu, kiedy źle się czułeś, Szymon mówił: „Taki jesteś Daficzku bledziutki”. Nabierz kolorków, Dafciu, leć pobawić się z prawnuczętami, które nieoczekiwanie dla nikogo skończyły 7 tygodni. Ich nowe zdjęcia można obejrzeć w Galerii miotu E.

Share

Samotny komentarz

Cze 25 2010

Kot, także norweski leśny, musi znać swoje miejsce

Napisane przez w Hodowla

Od kilku dni zastanawiam się, czy aby na pewno dobrze wychowuję swoje koty? A może jest tak, że to one mnie, nas wszystkich, wychowały. Powodem do refleksji stała się wypowiedź, którą przeczytałam na kocim forum: „(…) Jak to ja się śmieję: wzięłam kota z czystą kartą. (…). Jak trafił do mnie nie miałam problemu z nauczeniem go zasad, bo nie miał złych (jak dla mnie) nawyków.
I tak: Lucek nie interesuje się ludzkim jedzeniem (mogę nawet talerz zostawić i on powącha i idzie) bo od początku nikt mu nie dawał nic od stołu i nic z ręki, dzięki temu możemy spokojnie jeść. Nie pcha się i nie śpi też w łóżku (ma swój dywanik na którym śpi, i wchodzi na kanapę tylko jak nie ma pościeli). Nie wymusza niczego miauczeniem, bo kilka razy próbował przyspieszyć tak posiłek i w efekcie nie dość, że go zignorowałam to dostał dopiero jak się uspokoił. Gada tylko z nami jak sami go zaczepiamy, albo jak strasznie musi się pożalić po wizycie u weta.
Między innym dlatego bałabym się wziąć kota z hodowli, bo widziałam niektóre takie, gdzie kotki od maleńkiego śpią w łóżku, koty podczas jedzenia zaglądają właścicielowi do talerza, chodzą po blatach w kuchni i wszędzie. Ja rozumiem ogromną miłość tych hodowców do zwierząt i wiem, że wiele osób uważa, że nie do pomyślenia jest nie spanie z kotem w łóżku, ale moim zdaniem zwierze to jednak zwierze. (…) Moim zdaniem takie „wychowanie” kota nie odejmuje mu nic z kociowatości. Każdy w domu powinien znać swoje miejsce. A spaniem leżeniem z włochatym pluszakiem mogę się podelektować na kanapie.”

No więc nie wiem, czy moje koty znają swoje miejsce. Ale jak tylko Michał szykuje się do spania, na jego kołdrze układa się Dafcio i Józka. Fryga wieczorem niegrzecznie zapędza mnie do snu, żeby, jak tylko się wypoziomuję, położyć mi się na podołku. No chyba, że Szymon położy się spać przede mną, wtedy wygrzewa mu kręgosłup piersiowy. Gada do nas Józka. Właściwie do nas mało, teraz głównie gada do dzieci. Okropnie marudzi, żeby przyszły, zobaczyły, bo ona ma myszkę zabawkową, ale prawie taką, jak prawdziwa i tak się je myszkę, zobaczcie. Jak nie ma kociąt, to zdarza jej się zagadać do nas. Ale rzadko. Szkoda. Podobno jej mama, Fela, mówi więcej. Fryga czasami zagada. Ale tylko zaczepiona. Chyba to znaczy, że jest grzeczna albo dobrze wychowana. Sydney gada tylko, kiedy niebezpiecznie podnosi mu się poziom testosteronu. Niestety łączy się to z poszukiwaniami ściany, na którą mógłby siknąć. Jeśli uda mi się zobaczyć ten moment, zaganiam go do kuwety. Zatem, może jest grzeczny, albo dobrze wychowany, bo znaczy wtedy kuwetę, od środka. Dafcio nic nie mówi, za to trąca łapką. Nauczył się tego od Miluni, która ten gest dostała z genami swojego ojca. Kiedy chce, żeby zwrócić na nią uwagę, siada obok i trąca łapką. Trzeba ją wtedy pogłaskać lub zaprosić na kolana. A Dafciowi, kiedy trąca łapką, trzeba po prostu dać jeść. Bo na pewno jest właśnie godzina karmienia głodnych kotków. Bo Dafcio jest kotem Pawłowa, kotem z zegarkiem w żołądku. Z dokładnością do kwadransa sygnalizuje godzinę posiłku. Rano, kiedy jest wystarczająco wcześnie, robi to delikatnie. Ale jeśli zaśpię, robi się mniej subtelny. Puka mnie po twarzy łapką z delikatnie wysuniętymi pazurkami, a jeśli uda mi się przykryć twarz, z całą mocą swoich prawie 8 kilogramów, wpycha się pode mnie, usiłując zrzucić z łóżka, albo przynajmniej odwrócić z boku na plecy. Mam wstać i nakarmić.
Cieszę się z interakcji z moimi kotami. Nie sądziłam, że komuś może to przeszkadzać, wszak kot, to nie pies. Bo to przecież psy mają panów, a koty mają służących. Lubię służyć moim kotom, otrzymując w zamian kojące mruczenie, ciepło kociego ciała i miękkość kociego futra, które mogę głaskać, zasypiając.

Share

3 komentarze

Cze 16 2010

Jesteśmy duzi – mamy 5 tygodni

Napisane przez w Kocięta

Kociaki rosną, powoli zaczynają kształtować się ich charaktery. A może po prostu, pomalutku pokazują, co potrafią? A potrafią już drzeć się tak głośno, żeby zerwać zaspanego człowieka o 4 rano, bo na pewno dzieje się im krzywda. Najgłośniej drze się Ellen, nawet nie wiedziałam, ze w tym malutkim ciałku jest taki GŁOS. Darcie się jest protestem przeciwko więzieniu. One już nie chcą być zamknięte, już przecież umieją biegać, chcą biegać jak najwięcej. Nie pomaga mi też Józka, która także uważa, że kojec to miejsce, które trzeba opuścić jak najszybciej, a najlepiej samodzielnie. Kładzie się więc z jednej strony zagrody nawołując kocięta do wyjścia. Z drugiej strony największe rozdarciuchy komunikują, że wyjść jeszcze nie potrafią, więc niech mama do nich przyjdzie i z nimi posiedzi, albo pomoże im wyjść stamtąd. Zatem wrzask od samego rana. Myślę, że robią się też coraz bardziej głodne. Jedzą już dwa samodzielne posiłki i idzie im to bardzo sprawnie.

Podczas dzisiejszych zdjęć kocięta zaprezentowały swoje norweskie charaktery, więc mogę już o nich coś powiedzieć. Ellen dobrze wie, czego chce – bawić się, biegać i wyjść z kojca. Już czas. Swoje potrzeby komunikuje donośnym głosem. Edek – drugi zabawowy kotek, jemu już udało się złapać za brzeg kojca, ale na szczęście nie zapamiętał, jak to się robi. Kombinuje jak wyjść, ale się tak nie wydziera. Eric i Emma – oni wiedzą, że jeśli będą głośno miauczeć, ktoś przyjdzie i weźmie na ręce. Są odważni, nie boją się niczego. Elizabeth – spokojna, ciągle przyczajona, nie przepada, jak się ją podnosi – lubi czuć ziemię wszystkimi czterema łapkami. I Errol – myśliciel. Jak się zaduma, potrafi siedzieć i patrzeć w jeden punkt przez dłuższą chwilę.

Share

Bez komentarzy

Cze 11 2010

I znowu kojec

Napisane przez w Hodowla,Kocięta

Jak ten cykl się powtarza. Z koszyka do kojca. Kociaki osiągnęły ten etap rozwoju, że trzeba je było przenieść do kojca. Razem z nimi powędrował tam płytszy koszyk, z którego łatwo wychodzić na krótkie spacery i mała kuwetka z drewnianym żwirkiem, do której łatwo wejść, a spożycie kilku drewnianych kulek nie spowoduje zapchania się jelitek. Już po kilku dniach w kuwecie pojawiły się pierwsze mokre plamy i pierwsza prawdziwa kupa, ponieważ kociaki zaczęły jeść mięso i biały ser. Pierwsza na gerberka rzuciła się najmniejsza Ellen, czego skutkiem był natychmiastowy wzrost wagi. Do dziś gerberka nie chciał jeść tylko Eric. Ale cóż się dziwić, skoro urodził się największy i wciąż w rankingu wagowym prowadzi (640g na 4 tygodnie). Widać mleko mamy mu wystarcza. Ciekawe, jak długo pozostanie największy, bo Errol już dziś pałaszował sam ze spodeczka.
Można godzinami patrzeć, jak bawią się, biegając niezdarnie. Patrzę na te maluchy i szukam podobieństw. Do rodziców, dziadków, starszego rodzeństwa. Emma jest podobna do Józki. Errol do Claudii i Sydneya, Edek do Clinta, Ellen do dziadka Piotrusia (Petera Pana). Nie umiem dopasować tylko Elizabeth i Erica. Z twarzy podobni zupełnie do nikogo 😉 Zdjęcia kociąt do obejrzenia w Galerii miotu E.

Share

Bez komentarzy

Maj 25 2010

Majowe kocięta Józki

Napisane przez w Hodowla,Kocięta

Czas leci tak szybko, 17 maja pierwsze kocięta Józi skończyły rok. Z okazji pierwszych urodzin dostałam zdjęcia wszystkich roczniaków. Koty wyrosły duże, kocury i największa z kocic (i jedyna kastratka) Cassandra, ważą ok. 6kg, dziewczynki w hodowlach Claudia i Catherine, ok. 5kg. Nowe zdjęcia są w galerii miotu. Naprawdę przepiękne koty norweski leśne z nich wyrosły! Wielkie, futrzaste i z tym wspaniałym norweskim spojrzeniem Nowe zdjęcia miotu C można obejrzeć w jego Galerii na końcu. A zdjęcia Claudii na jej stronie, Catherine na jej stronie i Cola na jego stronie.
11.05 tego roku Józia urodziła kolejne sześcioraczki. Znów zrobiła to całkiem sama, jednak tym razem dane mi było popatrzeć, jak to robi. Zatem – robi to szybko, sprawnie i cichutko. W tym roku, podobnie, jak w zeszłym, Józia urodziła 3 koteczki i 3 kocurki, podobnie, jak w zeszłym roku mamy2 kociaki niebieskie, nie mamy bikolora, ale za to mamy tylko jednego kociaka bez białego, mamy więcej pręgusów (aż 4), ale za to same tygrysy i jeszcze więcej kociąt srebrzystych – aż 5. I tegoroczne kociaki są większe, niż zeszłoroczne. Zatem przedstawiamy w kolejności przychodzenia na świat.
Pierwszy: Edward Norton ns 09. Bardzo piękny dymny Kocurek, Duży i mocny (115g). Druga: Ellen Pompeo as 23. Koteczka, jedyna w całym miocie bez białego, o najkrótszym ciałku, troszkę nie z tej bajki, ale rośnie, jak pozostałe kociaki (105g). Trzeci: Errol Flynn as 09. Wielki, okrągły, z dużą głową, bardzo podobny do Sydneya – na razie tylko rozłożeniem białego, zobaczymy, jak będzie się rozwijał dalej (115g). Czwarta: Elizabeth Taylor n 09 23. Jedyna niesrebrzysta dziewczynka. Największa, bardzo długa, jedyny kociak z białym bez białego na pyszczku (110g). Piąta: Emma Thompson ns 09 23. Śliczna dziewczynka z ładnym sreberkiem, równo rozłożonym białym, na początku bardzo krzykliwa, teraz spokojniutka (105g). Szósty i ostatni, największy i najbardziej krzykliwy: Eric Dane ns 09 23. Jaśniutki srebrzysty kocurek, z najdłuższą głową, mocny i długi (120g). Zdjęcia kociaczków w różnych fazach wzrostu do obejrzenia w ich własnej Galerii oraz na stronie z Kociętami.
Cały czas czeka na swojego człowieka syn Milvy i Fafnira – Donald Faison, wielki, coraz czarniejszy i coraz piękniejszy kocur. Jego ostatnie zdjęcia do obejrzenia w Galerii miotu D. Donald jest wielkim kocurem, waży już 3,5 kg. Po przodkach odziedziczył zielone oczy, którymi czaruje wszystkich. Jeśli marzysz o czarnym, zielonookim, wielkim kocie, lubisz, kiedy kot towarzyszy ci w domu – to Donald jest kotem dla ciebie.

Share

Bez komentarzy

« Prev - Next »